Pomału nad Katalonią zapadał
zmrok, który wdzierając się w najdrobniejsze zakamarki, otaczał ciemnym całunem
drzewa, budynki i ludzi; zdawał się pożerać opustoszałą o tej godzinie plażę. Spokój,
który zawładnął Nova Icaria przerwał nagły powiew słonej bryzy.
Spacerujący brzegiem morza
mężczyzna, gwałtownie zerknął przez ramię. Nikogo nie dojrzał w mrokach nocy, lecz
wyczuwał czyjąś obecność. Zachowując czujność, rozejrzał się po okolicy, która
zdecydowanie lepiej prezentowała się za dnia, niżeli w nocy. Ostrożnie zwrócił
kroki w kierunku ulicy, utwierdzając się w przekonaniu, że wszystko, co działo
się wokół niego to wymysły chorej wyobraźni.
Kiedy znalazł się w blasku
latarni, niespodziewanie coś zasłoniło mu oczy. Serce przyśpieszyło bicia, gdy
odwracając głowę, nikogo nie zobaczył.
Oszalałem, pomyślał, czując
podmuch wiatru na spierzchniętych ustach.
Latarnie, które oświetlały
pogrążoną we śnie okolicę, rzucały długie, powyginane cienie na złocisty piasek.
Powrócił wzrokiem na drogę, gdzie dojrzał w oddali stojącą niską postać, której
sylwetkę przenikało jaskrawe światło. Nie byłoby nic w tym dziwnego, gdyby z
ust owej osoby nie wydobywał się kobiecy głos, nawołującego jego imię.
Oddech mężczyzny znacznie przyspieszył.
Chciał dowiedzieć się kim ona była, ale nie mógł poruszyć się z miejsca. Nogi
odmówiły posłuszeństwa. Tajemnicza osoba wołała coraz głośniej, tymczasem on
nie potrafił ruszyć żadną częścią ciała.
Niespodziewanie jasne światło
rozszczepiło się dookoła, oślepiając również jego. Nastała ciemność, a wraz z
nią ogromny huk, któremu towarzyszył dziecięcy płacz. Płacz, który był mu tak
bardzo znany…
– Zaida! – jęknął, zrywając się
do pozycji siedzącej i starając uspokoić nierówny oddech.
David sięgnął po omacku nad
stolik, aby zapalić stojącą tam lampkę. Przetarłszy zaspane oczy, przeniósł
wzrok na zegarek, który wskazywał parę minut po północy. Pokręcił z
niedowierzaniem głową, ponieważ coraz częściej jego głowę nawiedzały koszmary.
Rozglądając się po delikatnie oświetlonym pokoju, zatrzymał wzrok na
czarnowłosej kobiecie, która leżała wtulona w poduszkę. Na całe szczęście jej
nie zbudził, dlatego najdelikatniej, jak potrafił zsunął z siebie ciepłą
kołdrę.
Zwariowałem?, spytał się w
myślach, zatrzymując się nad drewnianym łóżeczkiem, które znajdowało się w rogu
sypialni.
Twarz Olayii, piętnastomiesięcznej córki, pogrążona była również w głębokim śnie. Przybierając lekki uśmiech, musnął opuszkiem palca policzek dziewczynki i ruszył w kierunku drzwi.
Twarz Olayii, piętnastomiesięcznej córki, pogrążona była również w głębokim śnie. Przybierając lekki uśmiech, musnął opuszkiem palca policzek dziewczynki i ruszył w kierunku drzwi.
Nie wiedział, jak interpretować
dręczące go od niedawna koszmary, w których zawsze słyszał krzyk najstarszej
córki. Nigdy nie podejmował rozmowy na ten temat z klubowym psychologiem,
ponieważ za każdym razem wmawiał sobie, iż wszystko w końcu przejdzie samo. Może
nawet w pewnym sensie przywykł do tego, a gdy się budził uświadamiał sobie, że
to sen, po czym najczęściej usypiał na nowo, bądź jak tej nocy – wstawał i z przyśpieszonym
biciem serca kierował się do pokoju Zaidy.
Przeszedłszy wzdłuż korytarza,
otworzył drzwi do pokoju usytuowanego na jego końcu. Nie potrafił zatuszować
zdziwienia, kiedy spostrzegł, że pomieszczenie było rozświetlone światłem, a pięcioletnia
dziewczynka wpatrywała się w niego swoimi dużymi, brązowymi oczami.
– Zaida – powiedział zdumiony, przysiadając
na rogu łóżka.
– Dlaczego nie śpisz, tatusiu?
– Przeczesała palcami swoje cienkie, czarne włosy, jednak zanim zdołał
cokolwiek odpowiedzieć, kontynuowała: – Miałeś zły sen?
– Nie. – Należał do grupy osób,
którzy wolą powiedzieć prawdę, niż kłamać, jednak czasami los chciał inaczej. Nie
zamierzał tłumaczyć czegoś, czego i tak by nie zrozumiała. – A ty, księżniczko,
dlaczego jeszcze nie śpisz?
– Nie mogę spać. – Przegryzła
policzek od środka. – Zostaniesz ze mną?
Nic nie odpowiedział tylko skinął
twierdząco głową. Poprawił rąbek różowej kołdry i szczelnie otulił dziewczynkę,
po czym zgasił światło i z
roztargnieniem położył się obok niej. Dziecko automatycznie przytuliło się do
jego ciepłego ciała, a David objąwszy ją ramieniem, zasnął, zdecydowanie
szybciej niż ona sama.
Gdy o poranku, listopadowe promienie
słoneczne padły na jego twarz, spostrzegł, że Zaidy nie było już w pokoju, a
jego nozdrza wypełniał zapach smażonych jajek. Odetchnął głęboko, a wspomnienia
z nocy odeszły chwilowo w zapomnienie po zimnym prysznicu. Mierzwiąc czarne
włosy, zszedł po drewnianych schodach i dostrzegając roześmianą Olayę w
krzesełku do karmienia, ucałował jej czoło.
– Dzień dobry. – Nagle usłyszał
głos Patricii, swojej żony i poczuł, jak jej ramiona, oplatają jego biodra, a
usta składają na policzku szybki pocałunek. – Czemu jesteś taki spięty? Co się
dzieje? – zapytała.
– Źle spałem, ale nie
rozmawiajmy o tym, dobrze? – Wyswobodził się pośpiesznie z objęć i odwrócił do
niej przodem. – Przepraszam, ale nie zjem dzisiaj śniadania w domu. Muszę być
wcześniej na treningu.
David spojrzał w jej małe,
ciemnobrązowe oczy. W ostatnim czasie nie wzbudzały w nim żadnych większych
emocji. Nie sprawiały, że serce zaczynało bić szybciej, bowiem wydawały się
najzwyklejsze w świecie, takie jak posiadają tysiące innych, zwyczajnych kobiet.
Od jakiegoś czasu, choć spali w
jednym łóżku to nie spali razem, ale obok siebie. I nie chodziło już tylko o
seks. Żyli razem, a jednak osobno, choć jeszcze kilka miesięcy temu wszystko wydawało
się być w jak najlepszym porządku. Teraz zdawać się mogło, że każde z nich
miało swój własny świat.
Pokręcił głową, jakby chciał
wyrzucić te myśli z głowy. Nie zamierzał mówić Patty o swoich obawach. Liczył,
że był to przejściowy okres, że wszystko minie tak szybko, jak się pojawiło. Przybrał na twarzy wymuszony uśmiech, stając się przy tym być najbardziej przekonywującym, jak się tylko da.
– Ale… – Splotła przedramiona
na piersiach i zmarszczyła brwi.
– Kupię coś po drodze –
zapewnił ją. – I podrzucę Zaidę do przedszkola.
Przybierając wymuszony uśmiech,
skinęła głową i przygotowała córkę do wyjścia. Parę minut później, stojąc przed
drzwiami frontowymi z Olayą na rękach, wodziła wzrokiem za czarnym Audi, które
zniknęło tuż za zakrętem.
Nigdy nie byli z Davidem
idealną parą, zdarzały im się kłótnie, jednak zawsze żyli nadzieją, trzymając
się za słowo i licząc, że się nie mylą. To przekonanie pozwoliło przetrwać im
wiele ciężkich chwil. Pomimo przeciwności losu, trwali u swego boku przez
dwanaście lat, wychowując dwójkę wspaniałych dzieci.
W ostatnim czasie coraz
częściej odnosiła wrażenie, że ważniejsze dla Davida było wszystko inne, niż
ona. Jak choćby jego kariera. Wiedziała, że nigdy nie miał łatwo w życiu, na
wszystko musiał zarobić ciężką pracą i dzięki determinacji doszedł do momentu,
gdy jego nazwisko wzbudzało respekt, a wśród klubowych trenerów wywoływało chęć
zasilenia szeregów.
Tak było ponad pół roku temu,
kiedy bez uprzedzenia zmuszona została rzucić wszystko, co kochała i przenieść
się do Barcelony. Cały czas tęskniła za życiem w Valencii, podobnie, jak ich
pięcioletnia córka Zaida. Z natury była nieśmiałym dzieckiem, przez co trzecia
zmiana miejsca otoczenia w tak stosunkowo krótkim czasie z pewnością nie
wpływała na nią pozytywnie.
Z drugiej strony doskonale wiedziała,
że David nie zamierzał wyrządzać im krzywdy. Miał postawiony w życiu cel,
pragnął zostać najlepszym w tym co robił i dążył do perfekcji. Kiedy była
nastolatką i wiązała się z Villą, była całkiem świadom, co ją mogło w
przyszłości czekać. Niestety z przykrością stwierdziła, iż z biegiem lat
zmieniła się i zmieniły się także jej priorytety.
Ponadto od dłuższego czasu nie
opuszczało jej dziwne wrażenie, że z każdym kolejnym dniem coraz bardziej się
od siebie oddalali. Przestali się dogadywać, coraz częściej kłócili, a David
miał wiecznie jakieś wymówki. Najbardziej żałowała dnia, kiedy tuż przed
wyjazdem na Mistrzostwa Świata w Republice Południowej Afryki, porządnie się posprzeczali
i w przypływie złości wygarnęła mu, że jeżeli źle się z nią czuje to może zwyczajnie
odejść. Słowa wypłynęły z jej gardła, niczym rwący potok i zanim zdała sobie
sprawę z tego, co zrobiła, David zwyczajnie pokręcił głową, po czym wyszedł,
trzaskając ostentacyjnie drzwiami.
Co gorsza, kilka tygodni temu,
mieszkająca w sąsiedztwie Catalina, opowiedziała jej o młodej dziewczynie, z
którą parę razy widziała Davida w mieście. Mimo ciekawości oraz rozrastającego
się rozżalenia, nigdy nie odważyła się zapytać go o nią, a sam mężczyzna nie
kwapił się do zwierzeń.
Przytulając policzek do głowy
Olayii, próbowała nie zawracać sobie głowy, bowiem znała swojego męża
wystarczająco długo, żeby wiedzieć, iż nie byłby zdolny do prowadzenia
podwójnego życia. Kochała go, lecz mimo zaufania, którym go darzyła, nie
chciałaby stanąć twarzą w twarz z ów kobietą.
– Spójrz, kochanie. – Zwróciła się
do Olayii, która bawiła się końcówkami jej czarnych, sięgających ramion włosów.
– Idzie do nas ciocia Catalina. Przywitasz się?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz