David siedział u boku Patricii, przy długim stole, który zastawiony był przez
wszelkiego rodzaju dania i napoje w tym także przez alkohol. Widząc pogrążoną w
rozmowie żonę z siedzącą obok kobietą, sięgnął dłonią po własny kieliszek, po
czym przepraszając towarzystwo, ruszył przed siebie.
Przy
barze zauważył dwóch mężczyzn, popijających whisky. Wyraz ich twarzy oznaczał
tylko jedno – zmęczenie. Po pracowitym tygodniu, musieli zjawić się w hotelu,
aby wziąć udział w przyjęciu, tylko po to, żeby nie zawieść prezesa.
– Co
słychać u Mistrzów Świata? – spytał żartobliwie Villa, opierając przedramiona
na barkach Piqué i Iniesty.
Dokładnie
szesnastego czerwca bieżącego roku w Republice Południowej Afryki stoczyli
pierwszą rozgrywkę z reprezentacją Szwajcarii. Pomimo klęski w meczu nie
stracili wiary we własne siły i umiejętności, stawiając sobie ze cel rozegranie
finiszowego meczu.
Wysłuchiwanie
złośliwych komentarzy o utracie zaufania w ekipę z Hiszpanii, nie należało do najmilszych
doznań. Poniekąd subiektywna krytyka dobrze wpłynęła na dalszy rozwój, gdyż La Furia
Roja, dzięki staraniom i wysiłkowi, w następnych spotkaniach nie pozwoliła sobie
na błędy. Udowodnili, na co ich stać pokonując w meczu finałowym Holendrów.
–
Gerard właśnie opowiadał o pełnym szowinistów środowisku futbolowym. – Na
twarzy bohatera reprezentacji z dnia jedenastego lipca pojawił się dwuznaczny
uśmiech. – Jeśli wiesz, co mam na myśli.
–
Rozumiem, że masz jakieś trudne przejścia za sobą? – zakpił David, a
opuszczając ramiona wzdłuż ciała, opróżnił zawartość szklanki do dna.
Odkładając
puste naczynie na blat baru, dał znak barmanowi, aby sporządził drugiego
drinka. Jednakże zamiast wsłuchiwać się w ciekawy monolog kolegi z kadry,
zawiesił wzrok, gdzieś pośrodku pomieszczenia.
Jego
nagłe zainteresowanie, wzbudziła długowłosa blondynka, która odwracając się
powoli, pomaszerowała w kierunku szklanych drzwi, prowadzących na taras. Nie
wiedząc czemu, zostawiła Andreę, której mina była zaniepokojona.
–
Villa! – Jego ramieniem potrząsnął Iniesta. – Słuchasz mnie?
Nieco
oszołomionym wzrokiem zerknął na kolegę, a następnie barmana, który podsunął mu
wypełniony niebieskim trunkiem kieliszek. Grzecznie podziękował i spojrzał
ponownie w stronę szklanych drzwi, które zamknęły się bezdźwięcznie.
Laurę,
obdarzył sympatią od pierwszego spotkania w Ciutat Esportiva. W ciągu tych czterech
miesięcy, gdy tylko wydawało mu się, że wiedział o niej wystarczająco wiele,
ona nagle robiła coś nieprzewidywalnego, wciąż go zaskakiwała, wciąż na nowo
sprawiała, że był nią oczarowany.
Była
dla niego pewnego rodzaju zagadką. Zagadką, która go ciekawiła, jaką trzeba
odkryć, wyjaśnić i zgłębić. Czuł, że między nimi jest jakiś magnetyzm.
Magnetyzm, który bardzo silnie przyciągał go do niej. Co więcej, zwykle jej
bliskość sprawiała, że było mu trochę lżej; że jego umysł odpuszczał na chwilę
przeczucia oraz troski.
Na
Boga, Villa, co się z tobą dzieje?, skarcił się w myślach, łapiąc za drinka.
Nigdy dotąd nie zdarzyło się, aby jakakolwiek inna kobieta, niż żona, zajmowała
tyle jego myśli. Rzucił okiem w stronę stołu, gdzie Patricia z delikatnym
uśmiechem na twarzy, rozmawiała w dalszym ciągu z partnerką jednego z piłkarzy.
–
Wybaczcie, panowie – zwrócił się w końcu do swoich kolegów. – Muszę coś
załatwić – skłamał, żeby nie musieć się tłumaczyć.
Stawiając
krok za krokiem, ruszył przed siebie, aż dotarł do szklanych drzwi prowadzących
na taras. Lekko je popchnąwszy, poczuł powiew listopadowego powietrza na twarzy
i zapach morskiej bryzy, bowiem hotel znajdował się zaledwie pięćdziesiąt
metrów od plaży. Po porze ulewnego deszczu, wieczorne niebo pokryło się
gwiazdami i przybrało granatowy odcień.
Laura ciężko
oddychając, stała przy barierce, opierając się o nią. Przytrzymywała się za
głowę, co chwilę przymykając oczy i je otwierając. Nie zauważyła go od razu,
dopiero po chwili spostrzegła znajomą sobie postać, a jej twarz pokrył
delikatny, miał wrażenie, że wymuszony uśmiech.
– David
– powiedziała, odwracając się w jego stronę przodem, tak, że dotykała plecami zimną
balustradę. – Nie wiedziałam, że tu jesteś.
Dopiero,
gdy podszedł bliżej, spostrzegł, że była bladsza, niż zwykle, a radość, która z
niej emanowała jeszcze godzinę temu, nagle się ulotniła. W jej dużych,
niebieskich oczach ujrzał łzy, które starała się nieudolnie ukryć. W dodatku cała
drżała.
–
Laura, wszystko w porządku? – spytał, po czym bez zastanowienia zsunął z ramion
marynarkę i narzucił ją na barki dziewczyny. – Dobrze się czujesz? Cała
dygoczesz.
Zanim
odważyła się unieść wzrok na jego twarz, przetarła policzki mokre od łez. Pech
chciał, że widział, jak się rozkleiła, jakby nie wystarczał już fakt, iż była
młodsza od niego o sześć lat. Mimo różnicy wieku, nie traktował jej, jak
dziecko, co by było zrozumiałe, lecz jak młodą kobietę, z którą mógł otwarcie
porozmawiać.
– Źle
się poczułam, ale nie rozmawiajmy, o tym, dobrze? – spytała.
Skinął
głową. Chwilę później, zdał sobie sprawę z faktu, iż był zdecydowanie za
blisko, a jego dłonie, dłużej niż powinny, pozostały na jej ramionach. Wstrzymując
oddech, poprawił kołnierz i zapiął górny guzik marynarki, podczas gdy jej długie,
rozwiane włosy łaskotały go po twarzy, a zapach malin wdzierał się do jego
nozdrzy.
–
Dobrze. – Postanowił uszanować jej prośbę. – Nie będę nalegał.
Sprawnym
ruchem odgarnął kosmyk blond włosów dziewczyny za ucho, a wzrok zatrzymał
dłużej, niż zamierzał na jej ustach delikatnie dotkniętych bladą szminką.
Musiała to spostrzec, ponieważ przybierając lekki uśmiech, wtuliła podbródek w
bawełniany materiał marynarki, który przesiąknięty był zapachem męskich perfum.
David w odpowiedzi zmarszczył lekko czoło i opuścił ręce wzdłuż ciała, aż ukrył
je w kieszeniach spodni.
Laura miała
coś w sobie. Coś dziwnego, co nie pozwalało odwrócić wzroku, co nakazywało cały
czas jej się przyglądać, rzucić wszystko i po prostu na nią patrzeć.
– Nie
patrz tak na mnie – powiedziała cicho, czując przeszywające spojrzenie.
– Jak?
– spytał, widząc, jak na jej policzki wstępuje delikatny rumieniec
Dyskretnie
odwrócił głowę, spoglądając na szybę, aby upewnić się, czy na pewno nikt za nią
nie stał. Zdjęcie zrobienie przez fotografa, mogłoby wywołać skandal. Zanim
blondynka zdołała się zorientować, ponownie zwrócił brązowe spojrzenie na jej
twarz.
–
Jakbyś oceniał. Nie lubię, gdy ktoś mi się przygląda. – Zgryzła delikatnie
wargę. – Ponadto masz zbyt przeszywające spojrzenie – dodała.
– Hm?
Przeszywające? – Uniósł delikatnie czarne brwi w górę.
– Elektryzujesz.
Przewiercasz na wylot – wyjaśniła najprościej, jak potrafiła, po czym spojrzała
na swoje dłonie. – Uhm, i przepraszam, że tak się rozkleiłam.
Po zakończonej
rozmowie z partnerką któregoś z piłkarzy, Patricia rozejrzała się po sali. Zerknąwszy
w stronę parkietu, spostrzegła pary bawiące się w rytmach latino. Mimo, iż
uwielbiała tego typu muzykę, nie miała ochoty na potańcówkę, zważywszy na fakt,
że David gdzieś się zapodział. Z cichym westchnięciem, dopiła końcówkę drinka,
po czym zeszła z wygodnego krzesła, ruszając wzdłuż stołu.
Po
chwili opuściła główną salę, trafiając do przestronnego korytarza. Na jego
końcu za rzędem wywieszonych obrazów, znalazła brązowe drzwi. Popchnęła te oznaczone
kółkiem, wchodząc do bardzo jasnego pomieszczenia. Damska toaleta wyłożona była
glazurą z motywem kwitnących róż, a na jednej ścianie widniało wielkich rozmiarów
lustro, pod którym umieszczone zostały białe umywalki. Bez słowa podeszła do
jednej z nich, która usytuowanej była najbliżej ściany.
–
Zaczynam się gubić i nie wiem, w jaki sposób taka rozmowa mogłaby skłonić Laurę
do podjęcia ryzyka. – Usłyszała niski, prawie dziecinny głos.
Rozmowa
dochodziła z drugiej części łazienki, gdzie były kabiny z sedesami. Za
niewielką ścianką znajdowały się dwie kobiety, które najwyraźniej nie
usłyszały, kiedy pojawiła się w łazience.
Ku
zdziwieniu, dziwne wywody ją zaciekawiły. Wiedziała, iż nie wypadało
podsłuchiwać, jednak zainteresowanie było silniejsze, niż przepuszczała.
Ułożyła drobnych rozmiarów torebkę na umywalce, po czym bezszelestnie
przesunęła zamkiem wzdłuż szerokości, wyciągając ze środka szminkę.
– Skoro
nie lubisz rozważań to bezpośrednio porozmawiam z Laurą i niech sama zadecyduje.
– Do uszu ciemnowłosej kobiety dotarł ponownie głos, który przeciwnie do
poprzedniego był nieco twardszy. – Gdzie ona tak w ogóle jest?
– Znowu
źle się poczuła – odparł piskliwy głosik z wyraźnym niepokojem. – Wyszła na
taras, ale zanim opuściłam salę to widziałam, że Villa do niej poszedł.
Rozmawiają. Nie chciałam im przeszkadzać.
Ręka
Patricii zastygła w miejscu, po czym wzrok utkwiła w odbiciu lustra
przyglądając się dolnej wardze pomalowanej na krwistą czerwień. Może i nie
miała wyjątkowej urody, fryzury ani zgrabnego nosa lub nóg, jednak nie
spodziewała się nigdy, iż będzie musiała być zazdrosna. Laurę widziała tego
wieczora po raz pierwszy, ale to wystarczyło, aby zauważyła błysk w jej oczach
na widok Davida.
Czyżby Catalina
naprawdę miała rację, twierdząc, że nie mogę już ufać własnemu mężowi?,
zapytała się w myślach.
– Myślę,
że Laura za bardzo angażuje się w to wszystko – stwierdził jeden z kobiecych
głosów, a Patty ze złością złączyła wargi, rozcierając szminkę na całej
powierzchni ust. – On ma żonę i dwójkę dzieci.
– Och,
Andreo. – Podczas zakręcania pomadki do nozdrzy Patricii dotarł zapach palonego
tytoniu. – Według mnie żona to najmniejszy problem. Tak naprawdę, ona tylko Davidowi
pokazuje, że jest w niewłaściwej bajce.
Patricia
rozchyliła szeroko usta, wsłuchując się w potok słów docierający do niej, jakby
z lekkim opóźnieniem. Niedowierzając własnym uszom, zapięła torebkę, po czym
skierowała się w stronę drzwi. Kiedy już opuściła łazienkę i zamierzała oprzeć plecy
o mahoniowe drzwi od drugiej strony, spostrzegła burzę blond włosów
zmierzających w jej stronę.
– Pani
Villa? – Zanim zdążyła zniknąć z korytarza, usłyszała łagodny, lecz nieco
niepewny głos należący do Laury Enríquez. – Widziałam, jak wyszła pani nagle z sali
bankietowej, więc… Ja… – zająknęła się. – Możemy porozmawiać?
–
Porozmawiać? – powtórzyła ironicznie Patricia, czując jak po jej ciele rozlewa
się fala gorąca. – Och, pewnie, jakbym miała ochotę z tobą rozmawiać. Wiem już
o tobie wystarczająco, Lara.
– Właściwie
to mam na imię Laura – sprostowała dziewczyna, nieznacznie się krzywiąc. –
Chciałam…
– Wszystko jedno. – Wzruszyła ramionami. – Wiem, po co przyszłaś. Zrozum, że nie należycie do siebie. On nie jest twój. Jest zajęty. Znajdź sobie kogoś innego – powiedziała, podchodząc bliżej blondynki.
– Wszystko jedno. – Wzruszyła ramionami. – Wiem, po co przyszłaś. Zrozum, że nie należycie do siebie. On nie jest twój. Jest zajęty. Znajdź sobie kogoś innego – powiedziała, podchodząc bliżej blondynki.
– Nic
nie zrobiłam – odparła niepewnie, uważnie badając wzrokiem jej opaloną twarz.
– Myślisz,
że na głupią trafiłaś? Boże, wydaje ci się, że jesteś sprytna. Myślisz, że możesz
się tak po prostu wepchnąć?
–
Słucham? – zapytała Laura z nieukrywanym zaskoczeniem.
– Na
moje miejsce. Posłuchaj mnie, dzieciaku, chcę, żebyś zniknęła, rozumiesz? –
oznajmiła, po czym dodała nieco złośliwie: – Sądzę, że w zespole młodzików
klubu, znajdziesz sobie kogoś bardziej w swoim przedziale wiekowym.
Zacisnęła
dłonie i nie spuszczając wzroku z blondynki, ruszyła przed siebie.
– Po
prostu zostaw mojego męża w spokoju. I trzymaj się od niego z dala – warknęła,
potrącając Laurę ramieniem. – Zanim się pojawiłaś, wszystko było w porządku!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz