Gęsta mgła pokryła zielone łąki, miejskie drogi z przydrożnymi kamieniami i
zaczęła wdzierać się w życie mieszkańców. Powietrze było mokre oraz ciężkie, a
pole na którym dotąd się znajdował, stało się kościstą, zimną skałą.
Nie
mógł się poruszyć, a nieznani ludzie krążyli wokół niego, jednak zachowywali
się zupełnie tak, jakby go nie dostrzegali. Nie widzieli jego niemych próśb o
pomóc. Próśb o uwolnienie, ponieważ został uwięziony we własnym ciele. Próbował
znów poruszyć nogą, ręką, czy choćby palcem – wszelkie próby kończyły się
fiaskiem.
Niespodziewanie
całą uwagę grupy ludzi pochłonęła jakaś scena rozgrywająca się nieopodal.
Zerknął w tamtym kierunku i spostrzegł samego siebie leżącego na ziemi z
zamkniętymi oczami. Chwilę potem usłyszał płacz i krzyk. Przeraźliwy krzyk,
który przyprawiał mu niemal fizyczny ból…
David,
całkiem zalany potem, otworzył nagle zmęczone oczy. Czuł, jak jego serce łomotało,
jak szalone, a przed oczami tańczyły dziwnego kształtu wzory wytworzone przez boleśnie
jaskrawe światło, padające prosto na półprzytomne oczy. W głowie szumiało mu jak
na morzu, na którym zerwał się sztorm, natomiast to, co działo się z jego żołądkiem
było niczym innym, jak małym tajfunem, siejącym olbrzymie spustoszenie. Odniósł
wrażenie, że wszystko razem próbowało wydostać się na zewnątrz, pędząc jedno
przez drugie.
Odetchnął
z wielką ulgą, kiedy uświadomił sobie, iż wybudził się w tym samym salonie, w
którym przysnął. Odszukał wzrokiem Olayi, która wcześniej leżała w jego
objęciach. Ujrzawszy ją przy stoliku, z którego ściągała czekoladki, cicho
westchnął, opierając głowę z powrotem na zagłówku fotela.
Nie
wiedział już, co myśleć o koszmarach, które nawiedzały jego głowę. Ostatnio przeczytał
w Internecie, że silne emocje i stres mogą je wywoływać. Wtedy uznał, że
wszystko się zgada, bowiem relacje z żoną mu się kompletnie nie układały. Lekko
znudzony patrzeniem w sufit, przymknął ponownie powieki, ciężko oddychając.
Z kolei
Patricia, leżąc na białej sofie, zerknęła kątem oka na Davida, do którego
właściwie nie odezwała się, ani słowem, odkąd wrócił do domu. Od razu wyczuła
obcy zapach perfum na jego ubraniach i była mu wdzięczna, gdy wprost zapytany,
nie skłamał. Szczerze wyznał, że Laura pomogła mu w poszukiwaniach na
mieście. W ułamku sekundy zdała sobie sprawę z tego, że dziewczyna najwyraźniej
nie zamierzała zastosować się do jej prośby. Nie zamierzała zostawić Davida w
spokoju, przez co Patty odnosiła wrażenie, iż z każdym dniem traciła go coraz
bardziej.
Dlaczego
wszystko jest przeciwko mnie?, spytała się, przymykając powieki, aby nie uronić
łez. Miała przeczucie, że zniknięcie córki było związane z konfliktem pomiędzy
nią, a Davidem. Zaida rozumowała wiele spraw, lecz wbrew pozorom była na tyle
mała, że nie chciała dopuścić do siebie wiadomości, jaką był kryzys. Patty wiedziała
również, że najstarsza córka mocno kochała ojca i oddałaby wszystko, aby tylko
z nim zostać. Musiał to być jej rodzaj protestu.
– Otworzę!
– Poderwała się, kiedy w całym domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. – Zaida!
Dzięki Bogu! – zawołała po niespełna chwili.
David
poderwał się z miejsca i ruszył w kierunku drzwi, gdzie na korytarzu stała już para
funkcjonariuszy oraz Patricia ściskająca Zaidę. Łzy szczęścia, spłynęły po ich policzkach,
co spowodowało, że kobieta jeszcze bardziej zacisnęła swoje ramiona, wokół dziewczynki.
Podniosła się do pozycji stojącej, nie wypuszczając jej z objęć.
–
Dlaczego to zrobiłaś? – spytała, gładząc jej cienkie włosy. Przymknęła powieki,
czując, jak ramiona dziewczynki otaczają jej szyję. – Wiesz, jak się bałam o
ciebie?
David
stał w miejscu, obserwując spod zmrużonych oczu całą sytuację.
–
Przepraszam – mruknęła Zaida, układając swój podbródek na barku Patricii, a brązowe
oczy skierowała na sylwetkę ojca. – Chciałam, żeby wszystko było dobrze.
– Już
dobrze, kochanie, już dobrze – szepnęła Patricia.
Gdy opuściła
korytarz, trzymając w ramionach dziewczynkę, David podszedł do policjantów, aby
zakończyć sprawę i móc cieszyć się obecnością córki w domu.
Delikatne
promienie słoneczne przebiły się przez kłęby chmur, które o poranku powitały
mieszkańców Barcelony. Grudzień przywitał chłodnym powietrzem i mogło oznaczać
to, że najzimniejsza pora roku zbliżała się nieubłagalnie. Mimo tego David lubił
ten okres czasu, ponieważ z początkiem miesiąca urodziny obchodziła Zaida,
następnie on sam, aż ostatecznie nadchodził okres Bożego Narodzenia i
rozpoczynał przerwę świąteczną. Miał wówczas więcej czasu, aby poświęcić się
rodzinie.
Mężczyzna,
siedząc przy wysepce kuchennej, mieszał łyżeczką zawartość wysokiego kubka, nad
którym unosiła się para. Zerknął ponownie na telefon, który milczał od
poprzedniego wieczora. Laura nie odpisała na żadną z jego wiadomości, nawet,
gdy poinformował ją o odnalezieniu się Zaidy. Zaczynał się niepokoić, biorąc
pod uwagę fakt, że dowiedział się o jej chorobie. Chciał z nią jeszcze
porozmawiać na ten temat.
Nie
mógł dłużej nad tym podumać, ponieważ całkowity spokój, zakłócił cichy tupot
świadczący o tym, że Zaida już nie spała. Odłożył telefon na blat, a na twarzy
przybrał delikatny uśmiech, gdy w progu kuchni stanęła pięcioletnia dziewczynka
w długiej, różowej piżamie ściskająca pluszaka.
– Dzień
dobry, tatusiu – przywitała się, po czym usiadła na wysokim krześle obok niego.
–
Jesteś głodna? – spytał zerkając na nią. – Albo chcesz coś do picia?
– Nie.
– Potrząsnęła głową, siadając bokiem tak, że miała na niego lepszy widok. –
Przepraszam, tatusiu, nie chcę, żebyś się na mnie gniewał – dodała, nie
spuszczając z niego swojego spojrzenia.
– Nie
będę się gniewał pod jednym warunkiem. – Uniósł delikatnie brew w górę. ––
Jeżeli obiecasz, że to już nigdy się nie powtórzy.
–
Obiecuję! – Potrząsnęła głową, a kosmyki przydługiej grzywki opadły na jej
oczy.
–
Wyjaśnij mi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – zaczął, a ogarniając włosy z jej
twarzy, zaczesał je za ucho. – Dlaczego chciałaś wyjechać do dziadków?
– J-Ja…
– zaczęła niepewnie pięciolatka. – Powiedziałeś, że kochasz mamusię, a potem
słyszałam, że się kłócicie i chcecie się rozstać. Nie chcę, żebyś odchodził.
–
Kochanie, nie zamierzam cię nigdy zostawić, rozumiesz?
–
Ciocia Catalina uważa inaczej – zaprotestowała momentalnie.
– Słucham?
– spytał, a jego twarz radykalnie zmieniła wyraz. – Zaida, o czym ty mówisz? Co
za bzdury Catalina ci naopowiadała?
– Nie
będziesz zły? – spytała, wciskając dłonie między kolana. Skinął głową, choć nie był pewien, czy dotrzyma słowa. –
Powiedziała, że się rozstaniecie, a mamusia wyjedzie daleko stąd. Mówiła, że
nas okłamujesz – dodała, a David prychnął ze złości. – Nazwała mnie głupią –
dodała nieco ciszej.
Spuściła
głowę, przypominając sobie tamten wieczór, gdy rodzice wybrali się na bankiet.
Nigdy nie lubiła, kiedy zostawiali ją pod opieką Cataliny, gdyż zawsze traktowała
ją i jej siostrę, jak zło konieczne.
–
Zaida, dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziałaś? – podniósł ton głosu,
rzucając w myślach przekleństwami na Cat. – Muszę z nią wyjaśnić parę spraw.
–
Miałeś nie być zły – jęknęła cicho dziewczynka, przysuwając się i oplatając dłońmi
brzuch mężczyzny. – Nie idź do niej. Proszę, tatusiu.
David
westchnął cicho , obejmując ramieniem pięciolatkę. Pomimo złości, która nim owładnęła,
poczuł także uczucie ulgi, bowiem miał w końcu dobry argument, aby raz na
zawsze pozbyć się Cataliny z życia swojej rodziny.
Laura Enríquez
cicho westchnąwszy, odłożyła telefon na blat małego, okrągłego stolika. Nie odezwała
się do Davida od poprzedniego wieczoru, kiedy podwiózł ją pod dom. Choć
niezmiernie cieszyła się z odnalezienia Zaidy to zamierzała przemyśleć kilka
rzeczy, a widywanie lub nawet słuchanie jego głosu nie ułatwiało całej sprawy.
Nieco
zrezygnowana, uniosła wzrok na siedzącą naprzeciw Andreę, która popijała gorącą
kawę. Mimo wczesnej pory, udały się przed pracą do pobliskiej kawiarenki, aby
odrobinę rozgrzać się ciepłym napojem w pierwszy dzień grudnia.
– Jestem
najokropniejszą osobą na świecie – stwierdziła, krążąc opuszkiem palca po
brzegu filiżanki. – Nie wiem, co się ze mną dzieje.
– Poważnie?
– Andrea uniosła zdawkowo brew w górę. – Na całym świecie?
– Och,
Andrea. – Westchnęła, ponieważ humor szatynki wcale jej się nie udzielał. – Kiedy
z nim jestem to mnie pochłania bez reszty. I wiem, że jest to niewłaściwe… Dlatego
byłoby łatwiej, gdyby Patricia była zła, ale ona wydaje się w porządku.
– Żartujesz?
– spytała, odkładając swoją filiżankę na podstawek. – Zaatakowała cię, pamiętasz?
– W
sumie, jeśli tak pomyślę to nawet ją rozumiem – odparła, unosząc wzrok na
przyjaciółkę. – Broniła tylko tego, co kocha.
–
Dobrze. – Ustąpiła Araya, podpierając podbródek na dłoni. – Zatem powiedz mi, co
niby byłoby łatwiejsze?
– Uhm –
mruknęła, a wzruszając ramionami, dodała: – Nic.
–
Świetna odpowiedź, bystrzaku – skwitowała Andrea, unosząc nieznacznie kąciki
ust w górę i łapiąc dziewczynę za dłoń. – Zresztą, zaufaj mi, nie wiąż się z
żonatym. Nie warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz