9.

Gęsta mgła pokryła zielone łąki, miejskie drogi z przydrożnymi kamieniami i zaczęła wdzierać się w życie mieszkańców. Powietrze było mokre oraz ciężkie, a pole na którym dotąd się znajdował, stało się kościstą, zimną skałą.
Nie mógł się poruszyć, a nieznani ludzie krążyli wokół niego, jednak zachowywali się zupełnie tak, jakby go nie dostrzegali. Nie widzieli jego niemych próśb o pomóc. Próśb o uwolnienie, ponieważ został uwięziony we własnym ciele. Próbował znów poruszyć nogą, ręką, czy choćby palcem – wszelkie próby kończyły się fiaskiem.
Niespodziewanie całą uwagę grupy ludzi pochłonęła jakaś scena rozgrywająca się nieopodal. Zerknął w tamtym kierunku i spostrzegł samego siebie leżącego na ziemi z zamkniętymi oczami. Chwilę potem usłyszał płacz i krzyk. Przeraźliwy krzyk, który przyprawiał mu niemal fizyczny ból…
David, całkiem zalany potem, otworzył nagle zmęczone oczy. Czuł, jak jego serce łomotało, jak szalone, a przed oczami tańczyły dziwnego kształtu wzory wytworzone przez boleśnie jaskrawe światło, padające prosto na półprzytomne oczy. W głowie szumiało mu jak na morzu, na którym zerwał się sztorm, natomiast to, co działo się z jego żołądkiem było niczym innym, jak małym tajfunem, siejącym olbrzymie spustoszenie. Odniósł wrażenie, że wszystko razem próbowało wydostać się na zewnątrz, pędząc jedno przez drugie.
Odetchnął z wielką ulgą, kiedy uświadomił sobie, iż wybudził się w tym samym salonie, w którym przysnął. Odszukał wzrokiem Olayi, która wcześniej leżała w jego objęciach. Ujrzawszy ją przy stoliku, z którego ściągała czekoladki, cicho westchnął, opierając głowę z powrotem na zagłówku fotela.
Nie wiedział już, co myśleć o koszmarach, które nawiedzały jego głowę. Ostatnio przeczytał w Internecie, że silne emocje i stres mogą je wywoływać. Wtedy uznał, że wszystko się zgada, bowiem relacje z żoną mu się kompletnie nie układały. Lekko znudzony patrzeniem w sufit, przymknął ponownie powieki, ciężko oddychając.
Z kolei Patricia, leżąc na białej sofie, zerknęła kątem oka na Davida, do którego właściwie nie odezwała się, ani słowem, odkąd wrócił do domu. Od razu wyczuła obcy zapach perfum na jego ubraniach i była mu wdzięczna, gdy wprost zapytany, nie skłamał. Szczerze wyznał, że Laura pomogła mu w poszukiwaniach na mieście. W ułamku sekundy zdała sobie sprawę z tego, że dziewczyna najwyraźniej nie zamierzała zastosować się do jej prośby. Nie zamierzała zostawić Davida w spokoju, przez co Patty odnosiła wrażenie, iż z każdym dniem traciła go coraz bardziej.
Dlaczego wszystko jest przeciwko mnie?, spytała się, przymykając powieki, aby nie uronić łez. Miała przeczucie, że zniknięcie córki było związane z konfliktem pomiędzy nią, a Davidem. Zaida rozumowała wiele spraw, lecz wbrew pozorom była na tyle mała, że nie chciała dopuścić do siebie wiadomości, jaką był kryzys. Patty wiedziała również, że najstarsza córka mocno kochała ojca i oddałaby wszystko, aby tylko z nim zostać. Musiał to być jej rodzaj protestu.
– Otworzę! – Poderwała się, kiedy w całym domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka do drzwi. – Zaida! Dzięki Bogu! – zawołała po niespełna chwili.
David poderwał się z miejsca i ruszył w kierunku drzwi, gdzie na korytarzu stała już para funkcjonariuszy oraz Patricia ściskająca Zaidę. Łzy szczęścia, spłynęły po ich policzkach, co spowodowało, że kobieta jeszcze bardziej zacisnęła swoje ramiona, wokół dziewczynki. Podniosła się do pozycji stojącej, nie wypuszczając jej z objęć.
– Dlaczego to zrobiłaś? – spytała, gładząc jej cienkie włosy. Przymknęła powieki, czując, jak ramiona dziewczynki otaczają jej szyję. – Wiesz, jak się bałam o ciebie?
David stał w miejscu, obserwując spod zmrużonych oczu całą sytuację.
– Przepraszam – mruknęła Zaida, układając swój podbródek na barku Patricii, a brązowe oczy skierowała na sylwetkę ojca. – Chciałam, żeby wszystko było dobrze.
– Już dobrze, kochanie, już dobrze – szepnęła Patricia.
Gdy opuściła korytarz, trzymając w ramionach dziewczynkę, David podszedł do policjantów, aby zakończyć sprawę i móc cieszyć się obecnością córki w domu.

Delikatne promienie słoneczne przebiły się przez kłęby chmur, które o poranku powitały mieszkańców Barcelony. Grudzień przywitał chłodnym powietrzem i mogło oznaczać to, że najzimniejsza pora roku zbliżała się nieubłagalnie. Mimo tego David lubił ten okres czasu, ponieważ z początkiem miesiąca urodziny obchodziła Zaida, następnie on sam, aż ostatecznie nadchodził okres Bożego Narodzenia i rozpoczynał przerwę świąteczną. Miał wówczas więcej czasu, aby poświęcić się rodzinie.
Mężczyzna, siedząc przy wysepce kuchennej, mieszał łyżeczką zawartość wysokiego kubka, nad którym unosiła się para. Zerknął ponownie na telefon, który milczał od poprzedniego wieczora. Laura nie odpisała na żadną z jego wiadomości, nawet, gdy poinformował ją o odnalezieniu się Zaidy. Zaczynał się niepokoić, biorąc pod uwagę fakt, że dowiedział się o jej chorobie. Chciał z nią jeszcze porozmawiać na ten temat.
Nie mógł dłużej nad tym podumać, ponieważ całkowity spokój, zakłócił cichy tupot świadczący o tym, że Zaida już nie spała. Odłożył telefon na blat, a na twarzy przybrał delikatny uśmiech, gdy w progu kuchni stanęła pięcioletnia dziewczynka w długiej, różowej piżamie ściskająca pluszaka.
– Dzień dobry, tatusiu – przywitała się, po czym usiadła na wysokim krześle obok niego.
– Jesteś głodna? – spytał zerkając na nią. – Albo chcesz coś do picia?
– Nie. – Potrząsnęła głową, siadając bokiem tak, że miała na niego lepszy widok. – Przepraszam, tatusiu, nie chcę, żebyś się na mnie gniewał – dodała, nie spuszczając z niego swojego spojrzenia.
– Nie będę się gniewał pod jednym warunkiem. – Uniósł delikatnie brew w górę. –– Jeżeli obiecasz, że to już nigdy się nie powtórzy.
– Obiecuję! – Potrząsnęła głową, a kosmyki przydługiej grzywki opadły na jej oczy.
– Wyjaśnij mi jeszcze jedną bardzo ważną rzecz – zaczął, a ogarniając włosy z jej twarzy, zaczesał je za ucho. – Dlaczego chciałaś wyjechać do dziadków?
– J-Ja… – zaczęła niepewnie pięciolatka. – Powiedziałeś, że kochasz mamusię, a potem słyszałam, że się kłócicie i chcecie się rozstać. Nie chcę, żebyś odchodził.
– Kochanie, nie zamierzam cię nigdy zostawić, rozumiesz?
– Ciocia Catalina uważa inaczej – zaprotestowała momentalnie.
– Słucham? – spytał, a jego twarz radykalnie zmieniła wyraz. – Zaida, o czym ty mówisz? Co za bzdury Catalina ci naopowiadała?
– Nie będziesz zły? – spytała, wciskając dłonie między kolana. Skinął głową, choć  nie był pewien, czy dotrzyma słowa. – Powiedziała, że się rozstaniecie, a mamusia wyjedzie daleko stąd. Mówiła, że nas okłamujesz – dodała, a David prychnął ze złości. – Nazwała mnie głupią – dodała nieco ciszej.
Spuściła głowę, przypominając sobie tamten wieczór, gdy rodzice wybrali się na bankiet. Nigdy nie lubiła, kiedy zostawiali ją pod opieką Cataliny, gdyż zawsze traktowała ją i jej siostrę, jak zło konieczne.
– Zaida, dlaczego mi tego wcześniej nie powiedziałaś? – podniósł ton głosu, rzucając w myślach przekleństwami na Cat. – Muszę z nią wyjaśnić parę spraw.
– Miałeś nie być zły – jęknęła cicho dziewczynka, przysuwając się i oplatając dłońmi brzuch mężczyzny. – Nie idź do niej. Proszę, tatusiu.
David westchnął cicho , obejmując ramieniem pięciolatkę. Pomimo złości, która nim owładnęła, poczuł także uczucie ulgi, bowiem miał w końcu dobry argument, aby raz na zawsze pozbyć się Cataliny z życia swojej rodziny.

Laura Enríquez cicho westchnąwszy, odłożyła telefon na blat małego, okrągłego stolika. Nie odezwała się do Davida od poprzedniego wieczoru, kiedy podwiózł ją pod dom. Choć niezmiernie cieszyła się z odnalezienia Zaidy to zamierzała przemyśleć kilka rzeczy, a widywanie lub nawet słuchanie jego głosu nie ułatwiało całej sprawy.
Nieco zrezygnowana, uniosła wzrok na siedzącą naprzeciw Andreę, która popijała gorącą kawę. Mimo wczesnej pory, udały się przed pracą do pobliskiej kawiarenki, aby odrobinę rozgrzać się ciepłym napojem w pierwszy dzień grudnia.
– Jestem najokropniejszą osobą na świecie – stwierdziła, krążąc opuszkiem palca po brzegu filiżanki. – Nie wiem, co się ze mną dzieje.
– Poważnie? – Andrea uniosła zdawkowo brew w górę. – Na całym świecie?
– Och, Andrea. – Westchnęła, ponieważ humor szatynki wcale jej się nie udzielał. – Kiedy z nim jestem to mnie pochłania bez reszty. I wiem, że jest to niewłaściwe… Dlatego byłoby łatwiej, gdyby Patricia była zła, ale ona wydaje się w porządku.
– Żartujesz? – spytała, odkładając swoją filiżankę na podstawek. – Zaatakowała cię, pamiętasz?
– W sumie, jeśli tak pomyślę to nawet ją rozumiem – odparła, unosząc wzrok na przyjaciółkę. – Broniła tylko tego, co kocha.
– Dobrze. – Ustąpiła Araya, podpierając podbródek na dłoni. – Zatem powiedz mi, co niby byłoby łatwiejsze?
– Uhm – mruknęła, a wzruszając ramionami, dodała: – Nic.
– Świetna odpowiedź, bystrzaku – skwitowała Andrea, unosząc nieznacznie kąciki ust w górę i łapiąc dziewczynę za dłoń. – Zresztą, zaufaj mi, nie wiąż się z żonatym. Nie warto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz