7.

David Villa zszedł do salonu, z którego docierały ciche szepty Patricii i Cataliny. Zacisnął zęby, stając w progu salonu i znacząco odchrząknął. Obydwie kobiety przeniosły wzrok na niego, po czym zdołał zaobserwować, jak twarz małżonki zmienia delikatnie kierunek. Natomiast wzrok jej przyjaciółki był nadal utkwiony w jego sylwetce, a jej źrenice były przepełnione chłodem.
– Już pójdę – stwierdziła po chwili, odstawiając kubek na stolik. – Do zobaczenia. – Cmoknęła Patricię w policzek, a następnie bez słowa skierowała się w stronę korytarza, gdzie narzuciła na ramiona kurtkę i wyszła z domu.
Przełykając ślinę, ruszył w stronę białej sofy, ustawionej naprzeciw plazmowego telewizora. Oparł się przedramionami o oparcie, łypiąc spod byka na czarnowłosą.
Nie wiedział nawet, jak przerwać ciszę. Zaczynało go to przerastać i odbijać na treningach, na których wypadał coraz słabiej. Koledzy z kadry próbowali wyciągnąć z niego jakieś informacje, jednak nie chciał mieszać w sprawy rodzinne wszystkich znanych osób. Chciał załatwić to po cichu, a co najważniejsze osobiście. Nie miał zamiaru wyjść na tchórza, który wysługuje się osobami trzecimi do wyjaśnienia swoich spraw.
– Masz mi coś do powiedzenia? – spytała w końcu unosząc głowę, aby móc z uwagą przyjrzeć się mężowi. – Oboje doskonale wiemy, że od jakiegoś czasu między nami się nie układa… – zaczęła spokojnie, lecz nagle ucięła i zwyczajnie nie wytrzymała: – Kim, do cholery, jest Laura?
Zauważyła na twarzy bruneta lekkie zmieszanie, które starał się ukryć.
– Nie mieszaj do wszystkiego Laury. Nie ma z nami nic wspólnego.
– Tak? Sądzę jednak, że z tobą ma wiele wspólnego – stwierdziła z pretensją. – Rozmawiałam z nią wczoraj.
– Uważasz, że wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie. – Bardziej stwierdził, niż zapytał, unosząc brwi. – Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale to ty się zmieniłaś. Nie jesteś tą samą kobietą z Valencii.
– Uh, David, ty nawet nie chcesz zobaczyć, co złego się dzieje między nami! – rzekła z wyrzutem. – I po tylu latach nagle okazuje się, że ci po prostu nie wystarczam.
– Patricia – westchnął z lekkim niedowierzaniem. – Co…
Już od dłuższego czasu, chwil spędzanych z Davidem, nie traktowała jako magicznych i wyczekiwanych z utęsknieniem. Prawdę mówiąc to się ich bała. I najgorszym w tym wszystkim był fakt, że jej obawy pomału okazywały się słuszne.
– Zresztą wszystko mi jedno – przerwała mu stanowczym tonem.
– Co? – Uniósł nieznacznie swój ton głosu. – Co z tobą? O co chodzi?
– Codziennie wymyślasz jakieś wymówki, zamiast wprost powiedzieć, że po prostu po tylu latach masz mnie dość! – Wstała z sofy patrząc mu prosto w oczy.
Nigdy dotąd nie byli w takim kryzysie, dlatego w zasadzie nie miała pojęcia, jak ma się zachowywać. Na szczęście, w końcu poczuła, jak pomału zbierała się w niej odwaga, aby wygarnąć mężowi wszystko. Raz na zawsze.
– Kto ci takich bzdur naopowiadał? – Zmarszczył czoło.
Domyślał się, że zły wpływ na jej osobowość miała Catalina. Wiele razy słyszał szepty, które milkły, kiedy tylko pojawiał się w pobliżu. Nie miał pojęcia, o co chodziło nowej przyjaciółce Patricii. Nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi, gdyż kobieta pokręciła głową i odwróciła się do niego tyłem, aby móc się oddalić.
– Chwila – mruknął, zaciskając palce wokół jej przedramienia. Patty zatrzymała się, odwracając pod wpływem szarpnięcia. – Wyjdziemy z tego.
– Zawsze słyszę to samo – odparła z ironią. – Puść to boli! – Wyrwała rękę z uścisku, nie spuszczając przerażonego wzroku z piłkarza.
– Już mi nie ufasz? – spytał z wyczuwalną niepewnością w głosie.
– Powiedziałam, że jest mi wszystko jedno, David. – Wzruszyła ramionami.
Patty ponownie skierowała się w drugą stronę, po czym przyśpieszonym krokiem ruszyła w stronę wyjścia. Tym razem jej nie zatrzymywał i pozwolił odejść. Chciał dać żonie, podobnie, jak sobie więcej czasu do namysłu. Zanim sprawa wymknie im się totalnie spod kontroli. Bezradnie chwycił się za tył głowy splatając palce.

Zaida siedziała na kolorowym dywanie w towarzystwie dwóch innych dziewcząt. W dłoniach trzymała lalkę, nad którą miała pełną kontrolę, mogąc przysporzyć jej każdy psikus. Nie miała jednak na to wystarczającej ochoty.
Uniosła wzrok, by przyjrzeć się swoim towarzyszkom. Leticia, piegowata szatynka z uśmiechem rozmawiała z kucającą obok Maribellą. Obie pochodziły z Katalonii, a łączyła je jedna rodzinna tragedia. Mieszkały wyłącznie z matkami, lecz pomimo rozwodu swoich rodziców zdawały się emanować szczęściem i nie zadręczały się z tego powodu.
Zaidę zadręczała rozmowę, której była świadkiem poprzedniego dnia. Skierowana podniesionymi krzykami, podeszła do balustrady i wsłuchiwała się w monolog dobiegający z dołu. Mimo kłótni, chciała wierzyć ojcu, który zapewnił, że kocha Patty. Pragnęła, aby okazało się to prawdą, a ich małżeństwo w końcu przestało stać pod wielkim znakiem zapytania.
Co jeżeli Catalina miała rację, mówiąc, że się rozstaną i nie będzie mogła widywać ojca? Nie unikniony był fakt, iż w takiej sytuacji, matka postanowiłaby wywieźć ją z miasta, aby nie miała kontaktu z Davidem.
W ciemnych oczach Zaidy nazbierały się łzy, których za wszelką cenę nie chciała uronić. Przymknęła powieki, a gdy je otworzyła, odłożyła lalkę wstając ze swojego miejsca. Rozejrzała się po pomieszczeniu, gdzie dwie przedszkolanki rozmawiały między sobą, a reszta dzieci pogrążona była w swoim świecie.
Tymczasem David opuścił Ciutat Esportiva z przewieszoną torbą przez ramię. Kolejny dzień treningu zakończył się zawodem trenera. Stres i nerwy, które opanowały jego życie, odciskały swe piętno na grze. Trudność z umieszczeniem piłki w bramce czy błędne podania zbyt często się powtarzały, a pytania typu „co z tobą Villa?” stawały na porządku dziennym.
Zrezygnowanym krokiem przemierzał dzielącą drogę od czarnego Audi, a myślami błądził wokół tego, czy po powrocie do domu nie będzie czekała go kolejna utarczka słowna z Patricią. Ciężko westchnął i wyciągnął z kieszeni jasnych dżinsów pęczek kluczy, aby po chwili usłyszeć sygnał odblokowanego samochodu.
– David! – Nagle dobiegł go kobiecy głos zza pleców. – David! Słyszysz mnie? – Tuż u jego boku zjawiła się lekko zdyszana Laura. – Cieszę się, że cię jeszcze złapałam. Chciałam porozmawiać.
Uśmiechnąwszy się nieznacznie, wrzucił pośpiesznie na tylne siedzenie sportową torbę i zatrzasnął drzwi pojazdu. Przeniósł nieco niepewnie wzrok na dziewczynę, gdyż potrafiła go skutecznie rozproszyć, a tego teraz najmniej potrzebował.
Długie, proste blond włosy otaczały jej idealną twarz, długie, czarne rzęsy okalały duże, niebieskie oczy a jasny błyszczyk wypełniał wąskie usta. Legginsy z motywem panterki, podkreślały jej kobiece kształty, a czarna skórzana kurtka idealnie komponowała się białą koszulką.
– Ze mną? – spytał głupio, chwytając się za tył głowy. – Laura wybacz mi, ale nie jestem dzisiaj w humorze. Nie chciałbym nikogo zawieść. – Zgryzł dolną wargę obserwując, jak mina blondynki markotnieje. – Poza tym muszę odebrać córkę z przedszkola. Nie mogę się spóźnić.
– To zajmie dosłownie chwilę – obiecała niemal od razu.
– W sumie możemy porozmawiać w drodze do przedszkola – stwierdził. – Później podrzucę cię do domu. Co ty na to?
Skinęła głową, więc pośpiesznie otworzył drzwi od strony pasażera i spojrzał na Laurę, która wsiadłszy do samochodu, zaczęła zabezpieczać się pasami. Zanim zasiadł przed kierownicą, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna chciała powiedzieć mu coś ważnego. Nie wiedział tylko, co takiego.
– Wszystko w porządku, Laura? – zapytał, kiedy odpalił samochód.
– Tak, dziękuję – odparła. – Przepraszam, że wszystko zepsułam. Spotkałam się w sobotę z Patricią i wiem, że się pokłóciliście. Czułam, że coś się stało, powinnam wszystko od razu sprostować, a nie zachowałam się, jak przystało.
– Nie potrzebnie mnie przepraszasz, ponieważ nie mam do ciebie żalu – odparł od razu. – To naprawdę nie twoja wina. To sprawa wyłącznie między mną a Patricią.
– Była naprawdę przybita – kontynuowała po chwili. – Potem zniknąłeś i długo cię szukałam i…
– Nie potrzebnie mnie szukałaś, bo… – zaczął, lecz nie dane było mu skończyć.
– David, nie przerywaj mi, proszę – poprosiła blondynka, zerkając na niego. Chciała podzielić się z nim swoim największym sekretem, lecz nie wiedziała, jak to najprościej uczynić. – Musiała podsłuchać rozmowę Andrei z Valerią… Dziewczyny nie miały nic złego na myśli. Patricia źle wszystko odebrała, bo chociaż mówiły o ryzyku, nie myślały o tobie, jak z pewnością wywnioskowała twoja żona. – Oparła głowę o zagłówek, czując, jak zaczyna jej się robić wręcz nie dobrze.
– Nie rozumiem. – Zatrzymał samochód, ponieważ na sygnalizatorze zapaliło się czerwone światło. Zerknął na blondynkę. – W takim razie, o co chodziło?
Laura spojrzała przez boczną szybę, układając łokieć na oparciu przy drzwiach. Milczała chwilę, a przez jej głowę przeszła myśl, czy rzeczywiście powinna we wszystko wtajemniczać Villę. Nie potrzebowała współczucia, zapewnień, a tym bardziej nie chciała wzbudzać w nim litości.
Utkwiła wzrok w przechodniach, którzy maszerowali przed siebie w określonym celu. Starsze kobiety spacerowały z wnukami, młode kobiety pchały kolorowe wózki, w których znajdowały się ich pociechy. Zmrużyła oczy, zdając sobie sprawę z faktu, że ona tego najprawdopodobniej nigdy nie zazna.
– Mielofibroza – powiedziała po chwili, zerkając w końcu na kierowcę. Nigdy nie lubiła mówić o swojej chorobie. – Nowotwór szpiku kostnego. Jedyną szansą na wyleczenie jest przeszczep.
Słowa z jej ust wypłynęła niezwykle szybko, jakby chciała mieć to już za sobą. Nagle światła przybrały odcień zieleni, a ona niemal odetchnęła z ulgą, iż David w końcu skupi wzrok się na rozciągającej drodze, zamiast na niej.
Hiszpan nacisnął pedał gazu, nie mając bladego pojęcia, co powiedzieć. Ostatnio rozmyślał nad powodem złego samopoczucia Laury, jednak nie spodziewał się, że z każdym dniem, walczyła o życie. Zaczynał pomału rozumieć wszelkie osłabnięcia, częste zmęczenie, temperaturę i zmniejszoną masę ciała w minionych miesiącach.
– Kiedy miałam dwadzieścia jeden lat, po morfologii krwi, doktor zwrócił uwagę na to, że wartość hemoglobiny jest taka, jaką mają pacjenci po wypadkach, a wartość erytrocytów jest zbyt niska. Kazał mi się nie przemęczać, dobrze odżywiać i co najważniejsze umówić do hematologa. – Widziała, jak Villa siedział wciśnięty w fotel, ściskając kierownicę. – Z babcią sądziłyśmy, że mam anemię. Opracowałyśmy nawet wspólnie dietę i zaczęłam małymi kroczkami wprowadzać ją w życie.
Usta kobiety wygięły się w delikatnym grymasie, jednakże nie chciała ukazywać, że te wspomnienia należą do jednych z najgorszych.
– Kiedy dieta niewiele zdziałała, babcia zmusiła mnie na wizytę w szpitalu u hematologa. Na początku tego miesiąca, po wielu badaniach, lekarz rozwiała nasze wątpliwości z anemią i stwierdził mielofibrozę. – Zmarszczyła brwi. – Ze względu na młody wiek mogę być poddana przeszczepowi szpiku kostnego. Moi rodzice nie żyją, babcia nie mogła zostać dawcą ze względu na podeszły wiek, więc jedynym ratunkiem było odnalezienie mojego brata w Londynie.
– Czyli znalazł się dawca? – odezwał się w końcu, wrzucając migacz sygnalizując skręt w jedną z uliczek, na której mieściło się przedszkole.
– W zeszłym tygodniu Boris przyjechał do Barcelony i został poddany badaniom. – Westchnęła cicho nabierając powietrza do płuc. – Lekarz zadzwonił do mnie dzień przed przyjęciem, mówiąc, że jestem farciarzem wśród pechowców, ponieważ szpik kostny Borisa jest zgodny z moim. Na całe szczęście, bo do tej pory nie słyszałam o przeszczepie w mielofibrozie od niespokrewnionego dawcy.
– Uhm… Czy przeszczep szpiku gwarantuje całkowite wyleczenie?
– Tak. Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci szpiku. – Uniosła jeden z kącików ust, wzruszając ramionami. Spostrzegając, iż od dłużej chwili stali pod kolorowym budynkiem spojrzała na Davida. – Idź po Zaidę. Pewnie się niepokoi. Ja poczekam.
– Dobrze. Zaraz jestem – obiecał i wysiadł z samochodu.
Zdawał sobie sprawę z tego, że zabieg wiązał się z ryzykiem, dlatego doskonale rozumiał jej obawy, ponieważ nie łatwo podjąć decyzję o nagłym leczeniu. Sam nie miał pojęcia, jak zareagowałby w takim wypadku.
Pokręcił głową, aby wyzbyć się natłoku myśli i pchnął drzwi główne do budynku. Gdy stanął w drzwiach oddziału, na którym przebywała Zaida, spostrzegł, że obok dwóch przedszkolanek stał funkcjonariusz policji. Nagle wszystkie pary oczu skierowały się na niego.
– Dzwoniłam właśnie do pańskiej żony – odezwała się brązowowłosa kobieta, na której twarzy malowało się przerażenie. – Zaida zniknęła…
– Słucham?! – Rozchylił usta ze zdziwienia, unosząc brwi do góry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz