David Villa zszedł do salonu, z którego docierały ciche szepty Patricii i
Cataliny. Zacisnął zęby, stając w progu salonu i znacząco odchrząknął. Obydwie
kobiety przeniosły wzrok na niego, po czym zdołał zaobserwować, jak twarz
małżonki zmienia delikatnie kierunek. Natomiast wzrok jej przyjaciółki był
nadal utkwiony w jego sylwetce, a jej źrenice były przepełnione chłodem.
– Już
pójdę – stwierdziła po chwili, odstawiając kubek na stolik. – Do zobaczenia. –
Cmoknęła Patricię w policzek, a następnie bez słowa skierowała się w stronę
korytarza, gdzie narzuciła na ramiona kurtkę i wyszła z domu.
Przełykając
ślinę, ruszył w stronę białej sofy, ustawionej naprzeciw plazmowego telewizora.
Oparł się przedramionami o oparcie, łypiąc spod byka na czarnowłosą.
Nie wiedział
nawet, jak przerwać ciszę. Zaczynało go to przerastać i odbijać na treningach,
na których wypadał coraz słabiej. Koledzy z kadry próbowali wyciągnąć z niego
jakieś informacje, jednak nie chciał mieszać w sprawy rodzinne wszystkich
znanych osób. Chciał załatwić to po cichu, a co najważniejsze osobiście. Nie
miał zamiaru wyjść na tchórza, który wysługuje się osobami trzecimi do
wyjaśnienia swoich spraw.
– Masz
mi coś do powiedzenia? – spytała w końcu unosząc głowę, aby móc z uwagą
przyjrzeć się mężowi. – Oboje doskonale wiemy, że od jakiegoś czasu między nami
się nie układa… – zaczęła spokojnie, lecz nagle ucięła i zwyczajnie nie
wytrzymała: – Kim, do cholery, jest Laura?
Zauważyła
na twarzy bruneta lekkie zmieszanie, które starał się ukryć.
– Nie
mieszaj do wszystkiego Laury. Nie ma z nami nic wspólnego.
– Tak?
Sądzę jednak, że z tobą ma wiele wspólnego – stwierdziła z pretensją. –
Rozmawiałam z nią wczoraj.
– Uważasz,
że wina leży tylko i wyłącznie po mojej stronie. – Bardziej stwierdził, niż
zapytał, unosząc brwi. – Może jeszcze tego nie zauważyłaś, ale to ty się
zmieniłaś. Nie jesteś tą samą kobietą z Valencii.
– Uh,
David, ty nawet nie chcesz zobaczyć, co złego się dzieje między nami! – rzekła
z wyrzutem. – I po tylu latach nagle okazuje się, że ci po prostu nie
wystarczam.
–
Patricia – westchnął z lekkim niedowierzaniem. – Co…
Już od
dłuższego czasu, chwil spędzanych z Davidem, nie traktowała jako magicznych i
wyczekiwanych z utęsknieniem. Prawdę mówiąc to się ich bała. I najgorszym w tym
wszystkim był fakt, że jej obawy pomału okazywały się słuszne.
–
Zresztą wszystko mi jedno – przerwała mu stanowczym tonem.
– Co? –
Uniósł nieznacznie swój ton głosu. – Co z tobą? O co chodzi?
–
Codziennie wymyślasz jakieś wymówki, zamiast wprost powiedzieć, że po prostu po
tylu latach masz mnie dość! – Wstała z sofy patrząc mu prosto w oczy.
Nigdy dotąd
nie byli w takim kryzysie, dlatego w zasadzie nie miała pojęcia, jak ma się zachowywać.
Na szczęście, w końcu poczuła, jak pomału zbierała się w niej odwaga, aby wygarnąć
mężowi wszystko. Raz na zawsze.
– Kto
ci takich bzdur naopowiadał? – Zmarszczył czoło.
Domyślał
się, że zły wpływ na jej osobowość miała Catalina. Wiele razy słyszał szepty,
które milkły, kiedy tylko pojawiał się w pobliżu. Nie miał pojęcia, o co chodziło
nowej przyjaciółce Patricii. Nie otrzymał żadnej konkretnej odpowiedzi, gdyż
kobieta pokręciła głową i odwróciła się do niego tyłem, aby móc się oddalić.
–
Chwila – mruknął, zaciskając palce wokół jej przedramienia. Patty zatrzymała
się, odwracając pod wpływem szarpnięcia. – Wyjdziemy z tego.
–
Zawsze słyszę to samo – odparła z ironią. – Puść to boli! – Wyrwała rękę z
uścisku, nie spuszczając przerażonego wzroku z piłkarza.
– Już
mi nie ufasz? – spytał z wyczuwalną niepewnością w głosie.
– Powiedziałam,
że jest mi wszystko jedno, David. – Wzruszyła ramionami.
Patty
ponownie skierowała się w drugą stronę, po czym przyśpieszonym krokiem ruszyła
w stronę wyjścia. Tym razem jej nie zatrzymywał i pozwolił odejść. Chciał dać żonie,
podobnie, jak sobie więcej czasu do namysłu. Zanim sprawa wymknie im się
totalnie spod kontroli. Bezradnie chwycił się za tył głowy splatając palce.
Zaida siedziała
na kolorowym dywanie w towarzystwie dwóch innych dziewcząt. W dłoniach trzymała
lalkę, nad którą miała pełną kontrolę, mogąc przysporzyć jej każdy psikus. Nie
miała jednak na to wystarczającej ochoty.
Uniosła
wzrok, by przyjrzeć się swoim towarzyszkom. Leticia, piegowata szatynka z
uśmiechem rozmawiała z kucającą obok Maribellą. Obie pochodziły z Katalonii, a łączyła
je jedna rodzinna tragedia. Mieszkały wyłącznie z matkami, lecz pomimo rozwodu
swoich rodziców zdawały się emanować szczęściem i nie zadręczały się z tego
powodu.
Zaidę
zadręczała rozmowę, której była świadkiem poprzedniego dnia. Skierowana
podniesionymi krzykami, podeszła do balustrady i wsłuchiwała się w monolog
dobiegający z dołu. Mimo kłótni, chciała wierzyć ojcu, który zapewnił, że kocha
Patty. Pragnęła, aby okazało się to prawdą, a ich małżeństwo w końcu przestało
stać pod wielkim znakiem zapytania.
Co
jeżeli Catalina miała rację, mówiąc, że się rozstaną i nie będzie mogła widywać
ojca? Nie unikniony był fakt, iż w takiej sytuacji, matka postanowiłaby wywieźć
ją z miasta, aby nie miała kontaktu z Davidem.
W
ciemnych oczach Zaidy nazbierały się łzy, których za wszelką cenę nie chciała
uronić. Przymknęła powieki, a gdy je otworzyła, odłożyła lalkę wstając ze
swojego miejsca. Rozejrzała się po pomieszczeniu, gdzie dwie przedszkolanki
rozmawiały między sobą, a reszta dzieci pogrążona była w swoim świecie.
Tymczasem
David opuścił Ciutat Esportiva z przewieszoną torbą przez ramię. Kolejny dzień
treningu zakończył się zawodem trenera. Stres i nerwy, które opanowały jego
życie, odciskały swe piętno na grze. Trudność z umieszczeniem piłki w bramce czy
błędne podania zbyt często się powtarzały, a pytania typu „co z tobą Villa?”
stawały na porządku dziennym.
Zrezygnowanym
krokiem przemierzał dzielącą drogę od czarnego Audi, a myślami błądził wokół
tego, czy po powrocie do domu nie będzie czekała go kolejna utarczka słowna z
Patricią. Ciężko westchnął i wyciągnął z kieszeni jasnych dżinsów pęczek kluczy,
aby po chwili usłyszeć sygnał odblokowanego samochodu.
–
David! – Nagle dobiegł go kobiecy głos zza pleców. – David! Słyszysz mnie? –
Tuż u jego boku zjawiła się lekko zdyszana Laura. – Cieszę się, że cię jeszcze
złapałam. Chciałam porozmawiać.
Uśmiechnąwszy
się nieznacznie, wrzucił pośpiesznie na tylne siedzenie sportową torbę i
zatrzasnął drzwi pojazdu. Przeniósł nieco niepewnie wzrok na dziewczynę, gdyż
potrafiła go skutecznie rozproszyć, a tego teraz najmniej potrzebował.
Długie,
proste blond włosy otaczały jej idealną twarz, długie, czarne rzęsy okalały
duże, niebieskie oczy a jasny błyszczyk wypełniał wąskie usta. Legginsy z
motywem panterki, podkreślały jej kobiece kształty, a czarna skórzana kurtka
idealnie komponowała się białą koszulką.
– Ze
mną? – spytał głupio, chwytając się za tył głowy. – Laura wybacz mi, ale nie
jestem dzisiaj w humorze. Nie chciałbym nikogo zawieść. – Zgryzł dolną wargę obserwując,
jak mina blondynki markotnieje. – Poza tym muszę odebrać córkę z przedszkola.
Nie mogę się spóźnić.
– To
zajmie dosłownie chwilę – obiecała niemal od razu.
– W
sumie możemy porozmawiać w drodze do przedszkola – stwierdził. – Później
podrzucę cię do domu. Co ty na to?
Skinęła
głową, więc pośpiesznie otworzył drzwi od strony pasażera i spojrzał na Laurę,
która wsiadłszy do samochodu, zaczęła zabezpieczać się pasami. Zanim zasiadł
przed kierownicą, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna chciała
powiedzieć mu coś ważnego. Nie wiedział tylko, co takiego.
–
Wszystko w porządku, Laura? – zapytał, kiedy odpalił samochód.
– Tak,
dziękuję – odparła. – Przepraszam, że wszystko zepsułam. Spotkałam się w sobotę
z Patricią i wiem, że się pokłóciliście. Czułam, że coś się stało, powinnam
wszystko od razu sprostować, a nie zachowałam się, jak przystało.
– Nie
potrzebnie mnie przepraszasz, ponieważ nie mam do ciebie żalu – odparł od razu.
– To naprawdę nie twoja wina. To sprawa wyłącznie między mną a Patricią.
– Była
naprawdę przybita – kontynuowała po chwili. – Potem zniknąłeś i długo cię
szukałam i…
– Nie
potrzebnie mnie szukałaś, bo… – zaczął, lecz nie dane było mu skończyć.
–
David, nie przerywaj mi, proszę – poprosiła blondynka, zerkając na niego.
Chciała podzielić się z nim swoim największym sekretem, lecz nie wiedziała, jak
to najprościej uczynić. – Musiała podsłuchać rozmowę Andrei z Valerią…
Dziewczyny nie miały nic złego na myśli. Patricia źle wszystko odebrała, bo
chociaż mówiły o ryzyku, nie myślały o tobie, jak z pewnością wywnioskowała
twoja żona. – Oparła głowę o zagłówek, czując, jak zaczyna jej się robić wręcz
nie dobrze.
– Nie
rozumiem. – Zatrzymał samochód, ponieważ na sygnalizatorze zapaliło się
czerwone światło. Zerknął na blondynkę. – W takim razie, o co chodziło?
Laura spojrzała
przez boczną szybę, układając łokieć na oparciu przy drzwiach. Milczała chwilę,
a przez jej głowę przeszła myśl, czy rzeczywiście powinna we wszystko
wtajemniczać Villę. Nie potrzebowała współczucia, zapewnień, a tym bardziej nie
chciała wzbudzać w nim litości.
Utkwiła
wzrok w przechodniach, którzy maszerowali przed siebie w określonym celu.
Starsze kobiety spacerowały z wnukami, młode kobiety pchały kolorowe wózki, w
których znajdowały się ich pociechy. Zmrużyła oczy, zdając sobie sprawę z
faktu, że ona tego najprawdopodobniej nigdy nie zazna.
–
Mielofibroza – powiedziała po chwili, zerkając w końcu na kierowcę. Nigdy nie
lubiła mówić o swojej chorobie. – Nowotwór szpiku kostnego. Jedyną szansą na
wyleczenie jest przeszczep.
Słowa z
jej ust wypłynęła niezwykle szybko, jakby chciała mieć to już za sobą. Nagle światła
przybrały odcień zieleni, a ona niemal odetchnęła z ulgą, iż David w końcu
skupi wzrok się na rozciągającej drodze, zamiast na niej.
Hiszpan
nacisnął pedał gazu, nie mając bladego pojęcia, co powiedzieć. Ostatnio
rozmyślał nad powodem złego samopoczucia Laury, jednak nie spodziewał się, że z
każdym dniem, walczyła o życie. Zaczynał pomału rozumieć wszelkie osłabnięcia, częste
zmęczenie, temperaturę i zmniejszoną masę ciała w minionych miesiącach.
– Kiedy
miałam dwadzieścia jeden lat, po morfologii krwi, doktor zwrócił uwagę na to,
że wartość hemoglobiny jest taka, jaką mają pacjenci po wypadkach, a wartość
erytrocytów jest zbyt niska. Kazał mi się nie przemęczać, dobrze odżywiać i co
najważniejsze umówić do hematologa. – Widziała, jak Villa siedział wciśnięty w
fotel, ściskając kierownicę. – Z babcią sądziłyśmy, że mam anemię. Opracowałyśmy
nawet wspólnie dietę i zaczęłam małymi kroczkami wprowadzać ją w życie.
Usta
kobiety wygięły się w delikatnym grymasie, jednakże nie chciała ukazywać, że te
wspomnienia należą do jednych z najgorszych.
– Kiedy
dieta niewiele zdziałała, babcia zmusiła mnie na wizytę w szpitalu u hematologa.
Na początku tego miesiąca, po wielu badaniach, lekarz rozwiała nasze wątpliwości
z anemią i stwierdził mielofibrozę. – Zmarszczyła brwi. – Ze względu na młody
wiek mogę być poddana przeszczepowi szpiku kostnego. Moi rodzice nie żyją, babcia
nie mogła zostać dawcą ze względu na podeszły wiek, więc jedynym ratunkiem było
odnalezienie mojego brata w Londynie.
– Czyli
znalazł się dawca? – odezwał się w końcu, wrzucając migacz sygnalizując skręt w
jedną z uliczek, na której mieściło się przedszkole.
– W
zeszłym tygodniu Boris przyjechał do Barcelony i został poddany badaniom. –
Westchnęła cicho nabierając powietrza do płuc. – Lekarz zadzwonił do mnie dzień
przed przyjęciem, mówiąc, że jestem farciarzem wśród pechowców, ponieważ szpik
kostny Borisa jest zgodny z moim. Na całe szczęście, bo do tej pory nie słyszałam
o przeszczepie w mielofibrozie od niespokrewnionego dawcy.
– Uhm…
Czy przeszczep szpiku gwarantuje całkowite wyleczenie?
– Tak.
Pod warunkiem, że organizm nie odrzuci szpiku. – Uniosła jeden z kącików ust,
wzruszając ramionami. Spostrzegając, iż od dłużej chwili stali pod kolorowym
budynkiem spojrzała na Davida. – Idź po Zaidę. Pewnie się niepokoi. Ja
poczekam.
– Dobrze.
Zaraz jestem – obiecał i wysiadł z samochodu.
Zdawał
sobie sprawę z tego, że zabieg wiązał się z ryzykiem, dlatego doskonale rozumiał
jej obawy, ponieważ nie łatwo podjąć decyzję o nagłym leczeniu. Sam nie miał
pojęcia, jak zareagowałby w takim wypadku.
Pokręcił
głową, aby wyzbyć się natłoku myśli i pchnął drzwi główne do budynku. Gdy stanął
w drzwiach oddziału, na którym przebywała Zaida, spostrzegł, że obok dwóch
przedszkolanek stał funkcjonariusz policji. Nagle wszystkie pary oczu
skierowały się na niego.
–
Dzwoniłam właśnie do pańskiej żony – odezwała się brązowowłosa kobieta, na
której twarzy malowało się przerażenie. – Zaida zniknęła…
–
Słucham?! – Rozchylił usta ze zdziwienia, unosząc brwi do góry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz