Kiedy po wyczerpującym treningu wziął prysznic, zastanawiał się, w jaki sposób
powinien porozmawiać ze swoją żoną o Catalinie. Wierzył, że podejdzie do całej
sprawy poważnie i zerwie wszelkie kontakty ze swoją nowopoznaną przyjaciółką,
ponieważ nie miał pojęcia, jaką satysfakcję sprawiała jej manipulacja innymi.
Czy czuła wówczas władzę? Nie był do końca pewien, ale podejrzewał, że
przyczyna z pewnością leżała w jej psychice.
Tego
popołudnia nie musiał się śpieszyć do przedszkola, ponieważ postanowili z Patty,
że od nowego tygodnia przepiszą Zaidę do prywatnej placówki. Nie zamierzali
wysyłać córki ponownie do nieodpowiedzialnych opiekunek, która zajęte pogawędkami,
zwyczajnie nie zauważyły, gdy jedno z dzieci wyszło z budynku.
Zacisnąwszy
palce na uchwytach sportowej torby, nierównym krokiem zmierzał w kierunku drzwi
prowadzących do wyjścia z szatni. Kiedy doszedł do recepcji, rozejrzał się,
ponieważ chciał porozmawiać z Laurą. Nie odzywała się, a on nie wiedział, czy
zrobił coś źle, czy problem tkwił w zupełnie czymś innym.
Poczuł
lekką obawę, kiedy nie dostrzegł nikogo w holu. Zwolnił krok, obserwując
podłużną ladę z wygrawerowanym motywem herbu FC Barcelony, skąd rozbrzmiał dźwięk
telefonu. Nie słysząc żadnego odzewu, oparł dłonie o kontuar i zerknął za
niego, lecz nikogo nie spostrzegł. Zirytowany nieprzerwaną melodią, lekko
uniósł słuchawkę i od razu ją odłożył na obudowę, przerywając tym samym
połączenie.
–
Laura? – zapytał niepewnie, odwracając się w drugą stronę. – Andrea?
Nie
spostrzegł nic podejrzanego, lecz niepokój nie pozwalał mu na opuszczenie
budynku Ciutat
Esportiva. Przekonał się o słuszności swoich przeczuć, kiedy po niespełna
chwili jego uszy doszedł głośny, przerażający krzyk Andrei. Nie był to jednak okrzyk
radości, a raczej strachu. Coś musiało się stać.
Z przerażeniem spojrzał w stronę
pomieszczenia, z którego dochodziło źródło głosu. Była to damska toaleta, a
drzwi do niej były uchylone, więc bez chwili zastanowienia skierował tam
pośpiesznie kroki.
– Laura,
obudź się, proszę! – Usłyszał donośne jęknięcie, jednakże o ton cichsze niż
poprzednio. – Jasna cholera, Laura!
Widok, jaki
zastał pośrodku niewielkiego pomieszczenia, wywołał w nim uczucie bezradności,
wręcz doprowadził do strachu. Roztrzęsiona Andrea pochylała się nad bezwładnie
leżącym ciałem blondynki.
– Andrea,
co się stało? – spytał, a upuściwszy torbę, podbiegł do nieprzytomnej
dziewczyny. – Laura? – dotknął jej twarzy, a następnie zsunął palce na szyję,
żeby sprawdzić puls. – Laura!
Z uwagą
obserwował twarz blondynki, której wyraz się nie zmieniał. Pod nosem widniała już
skrzepnięta krew, a jej twarz była blada. Dotknął jej czoła, było ciepłe, ale
nie rozpalone, a puls w dalszym ciągu wyczuwalny.
–
Powiedziała mi, że źle się czuje. Poszła do toalety, a kiedy nie wracała, chciałam
sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zastałam już ją w takim stanie –
powiedziała. – Nie wiem, jak długo tak tutaj leży. David, ona jest chora i…
– Wiem.
Powiedziała mi o chorobie – przerwał jej piłkarz, podnosząc dziewczynę z ziemi.
– Zawiozę ją do szpitala.
Laura,
spojrzała na ubranego w biały kitel lekarza, który siedząc za biurkiem notował
coś na karcie. Znajdowała się w niewielkim, białym gabinecie szpitala, do
którego przywiózł ją David. Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, co dokładnie
zaszło. Pamiętała tylko, że siedziała na recepcji i rozmawiała z Andreą, gdy
nagle poczuła się wyjątkowo słabo, przez co poszła do toalety, aby opłukać
twarz zimną wodą.
– Pani
Enríquez, proszę mi powiedzieć, od kiedy występują krwotoki? – spytał w końcu
lekarz, zerkając na nią znad szkiełek okularów.
– Od dłuższego
czasu, ale ostatnio zaczęły się nasilać – odpowiedziała, a głos jej zadrżał. – Dlatego
jestem słabsza?
–
Proszę się nie denerwować, gdyż krwotoki w mielofibrozie są jednym z częstych
objawów. – Odłożył długopis na blat i spojrzał na nią uważnie. – Konsultowałem
się z innym lekarzem i wspólnie uznaliśmy, że należy przyśpieszyć proces
przeszczepu.
–
Słucham? – spytała, czując gulę w gardle. – Przyśpieszyć? Dlaczego?
–
Jeżeli pani brat zdeklarował się zostać dawcą, nie ma potrzeby czekać – odparł
spokojnie, ale odniosła wrażenie, iż powiedział to tylko dlatego, aby dodatkowo
jej nie stresować. – Proponuję w przyszłym tygodniu rozpocząć chemioterapię, a
po dziesięciu dniach nastąpi przeszczep.
Kiedy
po wysłuchaniu uwag doktora, opuściła jego gabinet, towarzyszyła jej gonitwa
myśli. Trzymając w dłoni białą kartkę, miała wrażenie, że wszystko zmierzało
nie w tym kierunku, co powinno. Jeszcze kilka miesięcy temu, nie wiedziała
nawet, że jest ciężko chora i podejrzewała z babcią anemię.
Nie
spodziewała się nawet, że tak szybko dojdzie do przeszczepu. Zdawała sobie
sprawę z faktu, że coś mogłoby pójść nie tak i właśnie spędzała ostatnie dni
swojego życia. Odetchnęła głęboko, nie dopuszczając do siebie łez, ponieważ
zauważyła podnoszącego się z krzesła Davida, który ruszył w jej kierunku.
–
Laura, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się martwiłem.
Zanim
zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wziął ją w ramiona i mocno przycisnął do
piersi. Przylgnęła do niego, splatając dłonie za jego plecami, a wdychając znajomy
zapach perfum, poczuła jak jego dłonie zacisnęły się pod jej łopatkami. Nie
powiedziała na głos swoich spostrzeżeń, choć wiedziała, jak doskonale jej ciało
pasuje do jego ciała, jak bardzo naturalne jest stanie na opustoszałym
korytarzu w szczelnym uścisku. Zupełnie, jakby mogli zamknąć w swoich ramionach
cały świat i ograniczyć go do ich dwójki.
Kiedy
odsunął ją nieznacznie od siebie, ujął jej twarz w dłonie, zmuszając niejako do
patrzenia sobie w oczy. Przesunął kciukami po jej policzkach, obserwując, jak w
jej niebieskich oczach zbierały się łzy. Za każdym razem, gdy widział ją w
takim stanie, jego serce rozpadało się na kilkaset małych kawałeczków.
– Boję
się, David. Boję się, że kiedy następnym razem tutaj przyjadę to już nigdy nie
opuszczę tego miejsca – szepnęła, przykładając wskazujący palec do jego ust,
żeby tym samym dać mu znak, aby jej nie przerywał. – W przyszłym tygodniu mam
rozpocząć chemioterapię. Nie chcą dłużej zwlekać.
– Hej,
nie mów tak. Wszystko będzie dobrze – odpowiedział, odgarniając pasmo włosów z
jej twarzy. – Musi się udać, rozumiesz?
–
Wiesz, David, gdy cię poznałam, czułam się naprawdę samotna. Byłeś dla mnie
miły, opiekuńczy i rozumiałeś wszystkie moje problemy. Chyba wyidealizowałam
cię. Wiem, że może za dużo od ciebie…
I stało
się. Nie mógł pozwolić, żeby mówiła więcej te bzdury. Chciała się, żegnać, gdy
on wierzył, że wszystko się ułoży. Po prostu ją pocałował. Obejmując w dalszym
ciągu dłońmi jej twarz, pochylił się nieznacznie i dotknął wargami jej ust. Najpierw
delikatnie, ale czując, jak przyciągnęła go bliżej oraz oddała pocałunek,
poddał się przyjemności. W ułamku sekundy zdał sobie sprawę z tego, czego mu
brakowało. Tego ciepła, tej bliskości. Tej dziewczyny.
Laura mimo
początkowego zaskoczona, poczuła, jak niespodziewanie cały strach z niej
uleciał, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozostało w niej tylko
głębokie uczucie szczęścia, które dotąd ukryte, wypełniło ją po brzegi.
Niestety nie trwało to długo, bowiem po chwili rozsądek wziął górę.
–
Patricia – szepnęła cicho, a zsuwając dłonie na jego tors, przerwała pocałunek
i odsunęła go na bezpieczny dystans. – Nie mogę, David. Jesteś żonaty!
Tłumione
od dłuższego czasu uczucia wymknęły mu się spod kontroli. Czuł, jak jej palce
muskały jego obojczyk. To było miłe doświadczenie, a jej dotyk pozostawiał na
jego skórze przyjemne mrowienie. Gdy była obok lub miał ją w ramionach czuł się
szczęśliwy.
– Kiedy
zobaczyłem cię w łazience, zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy… Jesteś dla mnie bardzo ważna. Nie wyobrażam
sobie, abym mógł cię stracić, Laura – powiedział,
w dalszym ciągu trzymając dłoń na jej szyi. Nie odpowiedziała. – Proszę, tylko
mi nie mów, że to jednostronne.
–
Powinno być jednostronne. – Spojrzała mu w oczy, próbując opanować szybkie
bicie serca.
– Nie
ważne, jakie powinno być. – Pokręcił głową, nie zwiększając nawet na moment dystansu
między nimi. – Poślubiłem Patricię wiele lat temu. Byłem młody i może nawet nie
zdawałem sobie sprawy z faktu, czym dokładnie jest małżeństwo – powiedział,
czując jej przyśpieszony oddech na skórze. – Teraz wiem, że chcę ciebie. Wiem,
że też to czujesz. Widzę to.
– Boże,
David, to szalone. Wszystko jest takie nierealne.
Wieczorne
niebo pokryło się granatem, który gdzieniegdzie rozświetlały małe, ledwie tlące
się gwiazdy. Laura zerknęła przez kuchenne okno, skąd miała dobry widok na
centrum Barcelony. Miasto pięknie prezentowało się po zmroku. Kostki bruku
lśniły bladą poświatą w księżycowym blasku, latarnie oświetlały ulice, a
wysokie budynki rzucały długie, powyginane cienie.
Słysząc
ciche stuknięcie łyżeczki o kubek, przeniosła spojrzenie na siedzącą przy
drewnianym stoliku Andreę. Dziewczyna mieszała gorącą herbatę, przyglądając się
uważnie jej zatroskanej twarzy. Wiedziała, że się martwiła i choć miała masę
swoich problemów to nigdy nie zostawiła jej w potrzebie.
– Hej,
Laura, wyluzuj trochę – powiedziała w końcu, widząc wyraźne zmęczenie na twarzy
przyjaciółki. – Mogę już pójść. Powinnaś
odpocząć.
– Nie. Dopiero
przyszłaś – odpowiedziała, przysiadając na krześle obok Andrei. – Boris wróci
wieczorem, a babcia już śpi. Zresztą nie chcę obarczać jej dodatkowymi
zmartwieniami. Wystarczająco przeżywa cały ten zabieg, który nas czeka –
rzekła, sięgając po swój kubek z gorącą miętą. – Po prostu nie chcę być teraz
sama.
– Dobrze.
– Skinęła głową, upijając łyk owocowej herbaty. – Hm, czy ma to coś wspólnego z
Davidem? – Uniosła nieznacznie brwi w górę, przez co wytworzyły się na jej
czole delikatne zmarszczki.
– My
tylko… – zaczęła, przykładając kubek do ust. – On tylko…
– Wiem.
Wy oboje "tylko". – Na ustach szatynki zagościł delikatny uśmiech, po
czym odłożyła ciepły napój na blat stołu. – Według mnie słusznie postąpiłaś
każąc odwieść się do domu.
– Spanikowałam
– odparła i objęła kubek dłońmi, aby je nieco rozgrzać. – Mówił przekonująco. –
Spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę.
– Nie
zmienia to faktu, że wciąż jest żonaty, Laura – zauważyła.
– Więc,
co według ciebie powinnam zrobić? – spytała z nadzieją.
–
Myślę, że jeżeli uważasz, że źle robisz to tak jest. Dlatego, kochanie, musisz
być twarda, a on musi poukładać swoje życie. Nie ma innej opcji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz