10.

Kiedy po wyczerpującym treningu wziął prysznic, zastanawiał się, w jaki sposób powinien porozmawiać ze swoją żoną o Catalinie. Wierzył, że podejdzie do całej sprawy poważnie i zerwie wszelkie kontakty ze swoją nowopoznaną przyjaciółką, ponieważ nie miał pojęcia, jaką satysfakcję sprawiała jej manipulacja innymi. Czy czuła wówczas władzę? Nie był do końca pewien, ale podejrzewał, że przyczyna z pewnością leżała w jej psychice.
Tego popołudnia nie musiał się śpieszyć do przedszkola, ponieważ postanowili z Patty, że od nowego tygodnia przepiszą Zaidę do prywatnej placówki. Nie zamierzali wysyłać córki ponownie do nieodpowiedzialnych opiekunek, która zajęte pogawędkami, zwyczajnie nie zauważyły, gdy jedno z dzieci wyszło z budynku.
Zacisnąwszy palce na uchwytach sportowej torby, nierównym krokiem zmierzał w kierunku drzwi prowadzących do wyjścia z szatni. Kiedy doszedł do recepcji, rozejrzał się, ponieważ chciał porozmawiać z Laurą. Nie odzywała się, a on nie wiedział, czy zrobił coś źle, czy problem tkwił w zupełnie czymś innym.
Poczuł lekką obawę, kiedy nie dostrzegł nikogo w holu. Zwolnił krok, obserwując podłużną ladę z wygrawerowanym motywem herbu FC Barcelony, skąd rozbrzmiał dźwięk telefonu. Nie słysząc żadnego odzewu, oparł dłonie o kontuar i zerknął za niego, lecz nikogo nie spostrzegł. Zirytowany nieprzerwaną melodią, lekko uniósł słuchawkę i od razu ją odłożył na obudowę, przerywając tym samym połączenie.
– Laura? – zapytał niepewnie, odwracając się w drugą stronę. – Andrea?
Nie spostrzegł nic podejrzanego, lecz niepokój nie pozwalał mu na opuszczenie budynku Ciutat Esportiva. Przekonał się o słuszności swoich przeczuć, kiedy po niespełna chwili jego uszy doszedł głośny, przerażający krzyk Andrei. Nie był to jednak okrzyk radości, a raczej strachu. Coś musiało się stać.
 Z przerażeniem spojrzał w stronę pomieszczenia, z którego dochodziło źródło głosu. Była to damska toaleta, a drzwi do niej były uchylone, więc bez chwili zastanowienia skierował tam pośpiesznie kroki.
– Laura, obudź się, proszę! – Usłyszał donośne jęknięcie, jednakże o ton cichsze niż poprzednio. – Jasna cholera, Laura!
Widok, jaki zastał pośrodku niewielkiego pomieszczenia, wywołał w nim uczucie bezradności, wręcz doprowadził do strachu. Roztrzęsiona Andrea pochylała się nad bezwładnie leżącym ciałem blondynki.
– Andrea, co się stało? – spytał, a upuściwszy torbę, podbiegł do nieprzytomnej dziewczyny. – Laura? – dotknął jej twarzy, a następnie zsunął palce na szyję, żeby sprawdzić puls. – Laura!
Z uwagą obserwował twarz blondynki, której wyraz się nie zmieniał. Pod nosem widniała już skrzepnięta krew, a jej twarz była blada. Dotknął jej czoła, było ciepłe, ale nie rozpalone, a puls w dalszym ciągu wyczuwalny.
– Powiedziała mi, że źle się czuje. Poszła do toalety, a kiedy nie wracała, chciałam sprawdzić, czy wszystko w porządku. Zastałam już ją w takim stanie – powiedziała. – Nie wiem, jak długo tak tutaj leży. David, ona jest chora i…
– Wiem. Powiedziała mi o chorobie – przerwał jej piłkarz, podnosząc dziewczynę z ziemi. – Zawiozę ją do szpitala.

Laura, spojrzała na ubranego w biały kitel lekarza, który siedząc za biurkiem notował coś na karcie. Znajdowała się w niewielkim, białym gabinecie szpitala, do którego przywiózł ją David. Kiedy się ocknęła, nie wiedziała, co dokładnie zaszło. Pamiętała tylko, że siedziała na recepcji i rozmawiała z Andreą, gdy nagle poczuła się wyjątkowo słabo, przez co poszła do toalety, aby opłukać twarz zimną wodą.
– Pani Enríquez, proszę mi powiedzieć, od kiedy występują krwotoki? – spytał w końcu lekarz, zerkając na nią znad szkiełek okularów.
– Od dłuższego czasu, ale ostatnio zaczęły się nasilać – odpowiedziała, a głos jej zadrżał. – Dlatego jestem słabsza?
– Proszę się nie denerwować, gdyż krwotoki w mielofibrozie są jednym z częstych objawów. – Odłożył długopis na blat i spojrzał na nią uważnie. – Konsultowałem się z innym lekarzem i wspólnie uznaliśmy, że należy przyśpieszyć proces przeszczepu.
– Słucham? – spytała, czując gulę w gardle. – Przyśpieszyć? Dlaczego?
– Jeżeli pani brat zdeklarował się zostać dawcą, nie ma potrzeby czekać – odparł spokojnie, ale odniosła wrażenie, iż powiedział to tylko dlatego, aby dodatkowo jej nie stresować. – Proponuję w przyszłym tygodniu rozpocząć chemioterapię, a po dziesięciu dniach nastąpi przeszczep.
Kiedy po wysłuchaniu uwag doktora, opuściła jego gabinet, towarzyszyła jej gonitwa myśli. Trzymając w dłoni białą kartkę, miała wrażenie, że wszystko zmierzało nie w tym kierunku, co powinno. Jeszcze kilka miesięcy temu, nie wiedziała nawet, że jest ciężko chora i podejrzewała z babcią anemię.
Nie spodziewała się nawet, że tak szybko dojdzie do przeszczepu. Zdawała sobie sprawę z faktu, że coś mogłoby pójść nie tak i właśnie spędzała ostatnie dni swojego życia. Odetchnęła głęboko, nie dopuszczając do siebie łez, ponieważ zauważyła podnoszącego się z krzesła Davida, który ruszył w jej kierunku.
– Laura, nawet nie masz pojęcia, jak bardzo się martwiłem.
Zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, wziął ją w ramiona i mocno przycisnął do piersi. Przylgnęła do niego, splatając dłonie za jego plecami, a wdychając znajomy zapach perfum, poczuła jak jego dłonie zacisnęły się pod jej łopatkami. Nie powiedziała na głos swoich spostrzeżeń, choć wiedziała, jak doskonale jej ciało pasuje do jego ciała, jak bardzo naturalne jest stanie na opustoszałym korytarzu w szczelnym uścisku. Zupełnie, jakby mogli zamknąć w swoich ramionach cały świat i ograniczyć go do ich dwójki.
Kiedy odsunął ją nieznacznie od siebie, ujął jej twarz w dłonie, zmuszając niejako do patrzenia sobie w oczy. Przesunął kciukami po jej policzkach, obserwując, jak w jej niebieskich oczach zbierały się łzy. Za każdym razem, gdy widział ją w takim stanie, jego serce rozpadało się na kilkaset małych kawałeczków.
– Boję się, David. Boję się, że kiedy następnym razem tutaj przyjadę to już nigdy nie opuszczę tego miejsca – szepnęła, przykładając wskazujący palec do jego ust, żeby tym samym dać mu znak, aby jej nie przerywał. – W przyszłym tygodniu mam rozpocząć chemioterapię. Nie chcą dłużej zwlekać.
– Hej, nie mów tak. Wszystko będzie dobrze – odpowiedział, odgarniając pasmo włosów z jej twarzy. – Musi się udać, rozumiesz?
– Wiesz, David, gdy cię poznałam, czułam się naprawdę samotna. Byłeś dla mnie miły, opiekuńczy i rozumiałeś wszystkie moje problemy. Chyba wyidealizowałam cię. Wiem, że może za dużo od ciebie…
I stało się. Nie mógł pozwolić, żeby mówiła więcej te bzdury. Chciała się, żegnać, gdy on wierzył, że wszystko się ułoży. Po prostu ją pocałował. Obejmując w dalszym ciągu dłońmi jej twarz, pochylił się nieznacznie i dotknął wargami jej ust. Najpierw delikatnie, ale czując, jak przyciągnęła go bliżej oraz oddała pocałunek, poddał się przyjemności. W ułamku sekundy zdał sobie sprawę z tego, czego mu brakowało. Tego ciepła, tej bliskości. Tej dziewczyny.
Laura mimo początkowego zaskoczona, poczuła, jak niespodziewanie cały strach z niej uleciał, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pozostało w niej tylko głębokie uczucie szczęścia, które dotąd ukryte, wypełniło ją po brzegi. Niestety nie trwało to długo, bowiem po chwili rozsądek wziął górę.
– Patricia – szepnęła cicho, a zsuwając dłonie na jego tors, przerwała pocałunek i odsunęła go na bezpieczny dystans. – Nie mogę, David. Jesteś żonaty!
Tłumione od dłuższego czasu uczucia wymknęły mu się spod kontroli. Czuł, jak jej palce muskały jego obojczyk. To było miłe doświadczenie, a jej dotyk pozostawiał na jego skórze przyjemne mrowienie. Gdy była obok lub miał ją w ramionach czuł się szczęśliwy.
– Kiedy zobaczyłem cię w łazience, zdałem sobie sprawę z jednej rzeczy…  Jesteś dla mnie bardzo ważna. Nie wyobrażam sobie, abym mógł cię stracić, Laura  – powiedział, w dalszym ciągu trzymając dłoń na jej szyi. Nie odpowiedziała. – Proszę, tylko mi nie mów, że to jednostronne.
– Powinno być jednostronne. – Spojrzała mu w oczy, próbując opanować szybkie bicie serca.
– Nie ważne, jakie powinno być. – Pokręcił głową, nie zwiększając nawet na moment dystansu między nimi. – Poślubiłem Patricię wiele lat temu. Byłem młody i może nawet nie zdawałem sobie sprawy z faktu, czym dokładnie jest małżeństwo – powiedział, czując jej przyśpieszony oddech na skórze. – Teraz wiem, że chcę ciebie. Wiem, że też to czujesz. Widzę to.
– Boże, David, to szalone. Wszystko jest takie nierealne.

Wieczorne niebo pokryło się granatem, który gdzieniegdzie rozświetlały małe, ledwie tlące się gwiazdy. Laura zerknęła przez kuchenne okno, skąd miała dobry widok na centrum Barcelony. Miasto pięknie prezentowało się po zmroku. Kostki bruku lśniły bladą poświatą w księżycowym blasku, latarnie oświetlały ulice, a wysokie budynki rzucały długie, powyginane cienie.
Słysząc ciche stuknięcie łyżeczki o kubek, przeniosła spojrzenie na siedzącą przy drewnianym stoliku Andreę. Dziewczyna mieszała gorącą herbatę, przyglądając się uważnie jej zatroskanej twarzy. Wiedziała, że się martwiła i choć miała masę swoich problemów to nigdy nie zostawiła jej w potrzebie.
– Hej, Laura, wyluzuj trochę – powiedziała w końcu, widząc wyraźne zmęczenie na twarzy przyjaciółki.  – Mogę już pójść. Powinnaś odpocząć.
– Nie. Dopiero przyszłaś – odpowiedziała, przysiadając na krześle obok Andrei. – Boris wróci wieczorem, a babcia już śpi. Zresztą nie chcę obarczać jej dodatkowymi zmartwieniami. Wystarczająco przeżywa cały ten zabieg, który nas czeka – rzekła, sięgając po swój kubek z gorącą miętą. – Po prostu nie chcę być teraz sama.
– Dobrze. – Skinęła głową, upijając łyk owocowej herbaty. – Hm, czy ma to coś wspólnego z Davidem? – Uniosła nieznacznie brwi w górę, przez co wytworzyły się na jej czole delikatne zmarszczki.
– My tylko… – zaczęła, przykładając kubek do ust. – On tylko…
– Wiem. Wy oboje "tylko". – Na ustach szatynki zagościł delikatny uśmiech, po czym odłożyła ciepły napój na blat stołu. – Według mnie słusznie postąpiłaś każąc odwieść się do domu.
– Spanikowałam – odparła i objęła kubek dłońmi, aby je nieco rozgrzać. – Mówił przekonująco. – Spojrzała wyczekująco na przyjaciółkę.
– Nie zmienia to faktu, że wciąż jest żonaty, Laura – zauważyła.
– Więc, co według ciebie powinnam zrobić? – spytała z nadzieją.
– Myślę, że jeżeli uważasz, że źle robisz to tak jest. Dlatego, kochanie, musisz być twarda, a on musi poukładać swoje życie. Nie ma innej opcji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz